Artykuły

Mindfulness, czyli moja przygoda z uważnością

Mindfulness, czyli moja przygoda z uważnością

Ci, którzy mnie znają, wiedzą doskonale, że od lat jestem nieustającą entuzjastką i propagatorką uważności (czyli w oryginale mindfulness). Najprostszy sposób, by w moich oczach rozbłysły iskierki, a w głosie rozbrzmiała ekscytacja, to zacząć ze mną dyskusję właśnie na ten temat. Cóż tak wyjątkowego odkryłam w uważności, że zdobyła ona zaszczytne miejsce w moim życiu i sercu? Przede wszystkim, pokazała mi, jak żyć swoim prawdziwym życiem, lepiej rozumieć siebie i innych, zauważyć, wysłuchać i polubić pojawiające się we mnie myśli i emocje, a także docenić wyjątkowość tego, co mam, co mnie otacza, z kim żyję i kogo spotykam na swojej drodze. Co więcej, dzięki uważności zaczęłam znacznie lepiej radzić sobie z trudami dnia codziennego. Zamiast się z nimi mocować, nie zgadzać na to, na co i tak nie mam wpływu, zagłuszać emocje, które są dla mnie niewygodne i zadręczać się historiami, które tworzą się w mojej głowie – często podpowiadając najgorsze scenariusze i niszcząc moją samoocenę, zaczęłam przyjmować je z większą akceptacją, sprawdzając, jakie, być może ważne, informacje dla mnie niosą i co tak naprawdę, w konkretnej sytuacji, mogę lub nie mogę zrobić. Uważność pomogła mi się zatrzymać w niewiarygodnym biegu, jaki zaserwowałam sobie, pracując kilkanaście lat w szeroko pojętym biznesie i pnąc się po szczeblach kariery zawodowej. Wtedy wydawało mi się, że taka kariera to spełnienie marzeń! Mieć stanowisko menedżerskie, spory zakres odpowiedzialności, czy też władzy służbowej i do tego nie najgorsze zarobki – czego chcieć więcej? A jednak czegoś mi brakowało… Nie potrafiłam cieszyć się zwyczajnym życiem, kontaktem z bliskimi, nie mówiąc o zatraceniu kontaktu z samą sobą. Moje ciało było dla mnie narzędziem do realizacji moich celów zawodowych: miało być zdrowe, silne, wypoczęte – pomimo niewielu godzin snu i ruchu,  a do tego pełne entuzjazmu, by zarażać nim podwładnych. Entuzjazm skończył się jako pierwszy, później zaczęło mi brakować sił, a na koniec coraz wyraźniej zaczęło się buntować zdrowie… Coś niepokojącego działo się też w moich relacjach. Z mężem wymieniałam się już tylko podstawowymi informacjami dotyczącymi bieżących spraw, z przyjaciółką kontaktowałam się raz na pół roku, nie mówiąc już absolutnie o jakichkolwiek kontaktach z innymi znajomymi, a gdy pojawiły się w moim życiu dzieci nie radziłam sobie z ich płaczem i krzykiem, które tylko zwiększały moje frustracje. Dotarło do mnie, że nie chcę, by moje życie tak wyglądało i że to straszne kłamstwo, że jest idealne. I choć dostrzegałam elementy tej smutnej układanki od dłuższego czasu, to jednak, gdy włożyłam ostatni klocek, pełen obraz uderzył mnie z taką siłą, że usiadłam w domu na podłodze i płakałam, płakałam, płakałam, nie wiedząc, co dalej robić. Cała moja akademicka wiedza i doświadczenie zawodowe w żaden sposób nie pomagały mi w osiągnięciu satysfakcjonującego życia, w którym byłabym szczęśliwa. Gdy wspominam tamten moment, sądzę, że czarę goryczy przelała świadomość, że choć z sukcesem zarządzam dwoma działami w firmie, to w domu nie potrafię uspokoić dwójki swoich malutkich dzieci, które płaczą bez względu na to, co robię. A przecież, w swoich wyobrażeniach, miałam być nie tylko „bussiness-woman”, ale także idealną mamą (nie będę już wymieniać innych narzucanych sobie super-ról). Mój bliski znajomy, słysząc tę historię, którą wypłakałam mu do słuchawki telefonu, wziął głęboki oddech i bez sekundy zawahania powiedział, że bezwzględnie powinnam się zainteresować czymś takim, jak mindfulness, bo według niego, tego mi najbardziej potrzeba. O uważności, w tym czasie, niewiele mówiło się w Polsce. Udało mi się wyszukać w internecie dosłownie kilka artykułów po polsku i mnóstwo w języku angielskim. Jednak to, co przeczytałam, absolutnie nie korespondowało z tym, jak wyglądało moje życie, ale też określenia w stylu „bądź tu i teraz”, „akceptuj swoje emocje”, „dostrzegaj dźwięki, które cię otaczają” nie wzbudzały mojego zaufania. Uważałam siebie za racjonalną i mocno stąpającą po ziemi osobę, do której takie hasła absolutnie nie pasują. Gdyby nie moja sympatia i duży szacunek, jakim darzyłam osobę, która powiedziała mi o mindfulness, pewnie nigdy (albo przynajmniej jeszcze przez wiele lat) nie zainteresowałabym się uważnością. Uznałam wtedy, że właściwie niewiele mam do stracenia, więc, początkowo nieufnie, ale jednak rozpoczęłam swoją mindfulnessową podróż. Jako ambitna i zdeterminowana uczennica, regularnie brałam udział w kolejnych spotkaniach i wykonywałam w domu zalecone w czasie kursu ćwiczenia. Szybko przekonałam się, że uważność nie jest żadną magiczną sztuczką, ideologią czy tym bardziej religią, co znacznie mnie uspokoiło i zachęciło do dalszej pracy. Już po kilku tygodniach w moim życiu zaczęły następować znaczące zmiany. Najważniejszą i najmocniej odczuwalną była zmiana w zachowaniu moich dzieci – które przecież nie brały udziału w kursie uważności (byłoby to dość problematyczne z uwagi na ich ówczesny wiek: 1 i 2,5 lat). Niemal z dnia na dzień częstotliwość i długość ich płaczu zaczęły się zmniejszać. Stały się spokojniejsze i nie reagowały już płaczem czy histerią, gdy coś szło nie po ich myśli. Zamiast tego, przybiegały do mnie, by się przytulić, wyżalić, porozmawiać (na tyle, na ile oczywiście pozwalały im umiejętności językowe). Zdałam sobie sprawę, że praktykując uważność stałam się dużo spokojniejsza i nie irytowałam się ich płaczem, jak to miało miejsce wcześniej, a to dawało im poczucie bezpieczeństwa. Powoli przeorganizowałam swoje życie. Patrząc z perspektywy czasu, to właściwie wywróciłam je do góry nogami. Zostawiłam dotychczasową pracę, poszłam na studia psychologiczne, skończyłam kurs nauczycielski MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) i MBB (Mind-Body Bridging), zaczęłam pracować „na swoim” (oczywiście zmiany te następowały krok po kroku). Gdyby ktoś mi powiedział 10-12 lat temu, że takie rewolucje nastąpią w moim życiu, to zapewne nie wzięłabym tego na poważnie. A jednak jestem dziś w całkiem innym miejscu. Jest mi tu znacznie lepiej, radośniej i uważniej. Niemal każdego dnia widzę efekty, jakie uważniejsze życie daje mnie, osobom, z którymi pracuję i tym, których uczę, jak wprowadzać uważność do swojego życia. Nie zawsze są to aż tak wywrotowe zmiany jakie zaszły u mnie, jednak zwykle ogromnie wartościowe i dla danej osoby wyjątkowe. Uważność nie jest dla mnie czarodziejską techniką, lecz sposobem życia, postrzegania i komunikowania się, który otwiera, ubogaca i pozwala się dalej rozwijać. Czuję się ogromnie zaszczycona, że mogę w tej podróży do uważniejszego życia towarzyszyć tak wielu z Was. Agnieszka PawłowskaArtykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://opsychologii.pl/mindfulness-czyli-moja-przygoda-z-uwaznoscia.html

Gonitwa myśli kontra bycie „tu i teraz” – dynamiczne równanie, jak z niego korzystać?

Gonitwa myśli kontra bycie „tu i teraz” – dynamiczne równanie, jak z niego korzystać?

Myśli stanowią ważną część mądrości ciała. Nieustannie powtarzana, wzmacniana myśl, staje się przekonaniem. Przekonania sterują naszym zachowaniem, wpływają na ciało, a właściwie je tworzą. Każdej myśli towarzyszy emocja lub uczucie, a każda emocja wywołuje określoną zmianę biochemiczną w ciele. Poddając się codziennie gonitwie myśli serwujemy sobie prawdziwy koktajl hormonów, które sterują naszym ciałem.Świadomość bycia „tu i teraz”, pozwala nam się dystansować. Pozwala na uważne obserwowanie naszych myśli i zachowań. Pozwala nam świadomie przerwać i zmienić destrukcyjne przekonania.     Zapraszam na rozmowę z Agnieszką Pawłowską, psychologiem i nauczycielem metody MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction, czyli redukcji stresu na bazie uważności).Witaj Agnieszko, dziękuję że zgodziłaś się na naszą rozmowę. Powiedz proszę, dlaczego kobiety we współczesny świecie boją się zwyczajnie odpuścić, przyznać do swojej słabości? W którym momencie zabłądziłyśmy?Współczesne kobiety chcą być silne za wszelką cenę i idealnie sprawdzić się w każdej z ról, podejmowanych w ciągu życia. Tych ról jest jednak bardzo wiele…Często za to brakuje w nas zgody na to, by choć w niektórych z nich nie być perfekcyjną.Co na to wpływa? Na pewno w dużej mierze presja społeczna, kulturowa, medialna, ale także nasza własna potrzeba udowodnienia sobie i światu, że jesteśmy silne, samowystarczalne, że ze wszystkim damy sobie radę.Trudno w takiej sytuacji o wsłuchanie się w siebie i akceptację swojej słabości, która czasem naturalnie się pojawia. Nasze ciało i umysł, to nie są roboty do pracy ponad miarę i potrzebują regularnego odpoczynku.Kiedy ciało nas zawodzi często popadamy w gniew. Pędzimy dalej. Ciało napięte, coraz mocniej się „buntuje”. Pojawia się uczucie zmęczenia, włączają się kolejne symptomy aż w końcu pojawia się choroba. Przed czym się tak bronimy? Czego boimy się doświadczyć ? Dlaczego kobiecość nas tak boli ?Nie wiem czy to kwestia kobiecości czy też ogólnie ludzi pełnych ambicji, perfekcjonizmu, ciągłego pędzenia bez chwili zatrzymania i niekończącego podnoszenia sobie poprzeczki. Na prowadzonych przeze mnie kursach uważności stale spotykam kobiety i mężczyzn, którzy niemal całkowicie odcięli się od swoich ciał.Nie dostrzegają pojawiających się w nich napięć, zmęczenia, nie czują w ciele emocji. I tak niestety jest współcześnie z większością z nas.Koszt tego jest bardzo wysoki.Chorują nasze ciała, choruje psychika, zaburzają się relacje z bliskimi, a przede wszystkim z samym sobą…Całe szczęście nad relacją ze sobą i swoim ciałem można pracować, osiągając świetne efekty. Już po kilku tygodniach codziennej praktyki uważności na ciało ono cudownie się nam odwdzięcza.Wg Osho (współczesnego mistyka) „Słowa medycyna i medytacja pochodzą z tego samego źródła – to co leczy. Medycyna leczy rany fizyczne, a medytacja kuruje rany natury duchowej” Czym w takim razie jest mindfulness?Mindfulness, czyli w języku polskim uważność, to świadome skupienie się na tym, co dzieje się w danym momencie: czego doświadcza moje ciało i umysł, jakie emocje odczuwam, co dociera do mnie poprzez zmysły, a także co dzieje się w relacji z drugim człowiekiem i otaczającym mnie światem.Doświadczam tego wszystkiego z ciekawością i otwartością, czyli bez oceniania czy to jest dobre czy złe, bo dzięki temu doświadczam wszystkiego pełniej.Mindfulness pomaga lepiej poznać i zrozumieć samego siebie. Takie samopoznanie wskazuje też precyzyjnie obszary, o które należy zadbać: w swoim życiu, w relacjach, emocjach i w swoim ciele.Akceptacja – dla mnie to słowo klucz do zmiany. Niesie w sobie transformującą, uwalniającą siłę. Jak w bólu, ułomnościach, ograniczeniach znaleźć w sobie przyzwolenie na akceptację ? Jak ujrzeć w chorobie szansę ?Akceptacja, to słowo, które nam, ludziom Zachodu, kojarzy się z bezsilnością i poddaniem się. Z tego powodu nie dopuszczamy jej do siebie. A to właśnie akceptacja jest zdecydowanie pierwszym krokiem do zmiany i rozwoju. Potrafimy bez końca opierać się temu, co nas spotyka.Jednak bez względu na to, jak bardzo nie zgadzamy się z tym, co jest obecne, w tym ból, choroba czy inne przeciwności losu, nie zmienia to faktu, że to wszystko i tak się dzieje.Dopóki jesteśmy w oporze, dopóty naszą energię kierujemy w złość przeciwko temu, co nas spotyka, zamiast w to, co możemy z tym zrobić.Ucieczka od awersyjnej emocji, sytuacji lub interpretacji zapewnia nam natychmiastowe uczucie ulgi, to powoduje, że prawie wszyscy ludzie do pewnego stopnia cechują się unikaniem doświadczania, nawet jeśli w dłuższej perspektywie skutki takiej strategii bywają katastrofalne.Unikanie prowadzi do rezygnacji z konkretnych działań i sytuacji, gdy tymczasem rozwój i życie oparte na wartościach wymagają ich.Akceptacja pozwala na obecność niepożądanych treści i sprawia, że nie stanowią one już przeszkody w podejmowaniu działań. Wbrew temu, co podpowiada nasza logika, akceptacja daje nam siłę.Eckhart Tolle powiedział: Życie da ci tylko takie doświadczenia, jakie najbardziej pomogą w rozwoju twojej świadomości”. Wymaga ufności, żeby się z tym zgodzić. Nie sądzisz?  To prawda. Każdy z nas lubi wyobrażać sobie, że jego życie będzie spokojne, zdrowe, szczęśliwe. Jednak w życie człowieka wbudowane jest cierpienie. Często, choć się tego nie spodziewamy, trudne doświadczenia wzmacniają nas i rozwijają.Czasem powodują, że w naszym życiu następuje prawdziwa transformacja.Ufność nie jest łatwa, ale wiele by nam ułatwiła. Pomogłaby chociaż zaprzestać zamartwiania się o to, czy poradzimy sobie z tym, co nas spotka w życiu.Badania pokazują, że 80% tego, o co się martwimy nigdy się nie zdarzy, na 8% nie mamy żadnego wpływu, a z pozostałą częścią większość z nas znakomicie sobie poradzi.Wygląda więc na to, że nasze zamartwianie się jest właściwie stratą czasu i energii…Czym jest świadomość ciała? Jaki wpływ mają pojawiające się myśli na blokady w ciele? Czy silne destrukcyjne emocje mogą np. potęgować ból czy stany zapalne? Czy możemy zaobserwować tutaj jakiś związek?Świadomość ciała, to wsłuchiwanie się w nie z otwartością i ciekawością. Umiejętność wychwycenia informacji, które nam przekazuje: o tym, co dzieje się na poziomie fizycznym i o tym, co dzieje się na poziomie mentalnym.Ciało i umysł to bowiem nierozerwalne elementy większej całości, czyli po prostu nas samych.Kiedy w naszej głowie pojawiają się uciążliwe myśli, które odrywając nas od tego co dzieje się właśnie teraz przenoszą nas po raz kolejny do trudnych wspomnień lub nieuchwytnych marzeń, wtedy nasze ciało reaguje napięciem.Przyjrzyjmy się, w jaki sposób działa ten mechanizm. Przykładowo w naszej głowie pojawia się myśl „To niesprawiedliwe! Dlaczego spotkało to właśnie mnie?!”, do tej myśli już po chwili przykleja się całe mnóstwo kolejnych, które dodatkowo ją wzmacniają, np. „gdyby nie to, osiągnęłabym znacznie więcej, moje życie wyglądałoby inaczej, zostałam skrzywdzona przez los…”.Te myśli nie pozostają bez wpływu na nasze emocje. Budzi się w nas złość, irytacja, rozżalenie, poczucie niesprawiedliwości, czasem smutek. Każda z tych emocji znajduje swój wyraz w ciele, które szykuje się do walki, ucieczki lub innego sposobu przetrwania trudnego momentu. Naturalnie więc spinamy się, podnosi się nasze ciśnienie, tętno, zmienia się gospodarka hormonalna.Jeśli regularnie dajemy się uwikłać w historie, które tworzy nasza głowa, wtedy też regularnie dochodzi do zaburzenia naturalnego funkcjonowania naszego organizmu.Efektem tego jest obniżona odporność i zachwianie zdolności naturalnego powrotu do równowagi. A gdy brak jest równowagi w funkcjonowaniu organizmu, wcześniej czy później dochodzi do choroby.Permanentny stres, napięte ciało, płytki oddech. Wiele chorób i dolegliwości kobiecych ma podłoże psychosomatyczne. Jak redukować dawki stresu jakimi codziennie jesteśmy poddawane? Czy trening uważności może przynieść trwałe zmiany? Czy są przeprowadzone nt. badania?Ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że prawdopodobnie wszystkie choroby mają podłoże psychosomatyczne, co wyraźnie wskazuje na bezsprzeczną konieczność traktowania organizmu ludzkiego, jako nierozerwalnej całości fizyczno-mentalnej. Jeśli chcemy zadbać o ciało, ważne, by równolegle zadbać o swój umysł.Uważność uczy nas zatrzymania, przyjrzenia się sobie, dbania o to, co daje znać, że potrzebuje uwagi.Uważność uczy nas akceptacji, łagodności, zrozumienia dla pojawiających się w nas myśli, emocji i reakcji ciała, a tym samym pomaga nam lepiej radzić sobie z codziennymi wyzwaniami, w tym z wszechogarniającym nas stresem.Analiza 52 prac empirycznych i teoretycznych z zakresu uważności wykazała, że uważny sposób życia jest powiązany z niskim odczuwaniem stresu, pozytywnym stanem umysłu i wysoką jakością życia (dobrostanem).Potwierdziły to także wyniki badań medycznych mózgu, ośrodkowego układu nerwowego, systemu immunologicznego i poziomu hormonów stresu.Co bardzo istotne, zgodnie z wynikami opublikowanych w ostatnim czasie badań, praktykowanie medytacji uważności na oddech jest powiązane z wymiernymi zmianami w rejonach mózgu, które są odpowiedzialne za pamięć, uczenie się i emocje.Skutki praktyki uważności odczuwamy więc nie tylko w momencie bycia uważnym, ale naturalnie rozlewają się one na nasze codzienne życie.Czy nasze zakodowane przekonania mogą hamować proces powrotu organizmu do równowagi? A może kobiety z jakiś nieuświadomionych względów potrzebują trwać w chorobie?Nasze przekonania mają niesamowitą moc wpływania na nasze życie. Przyglądając się chociażby najnowszym badaniom nad stresem widzimy, że wskazują one na to, że wcale nie poziom doświadczanego stresu, a nasze przekonania na temat tego czy stres nam służy czy szkodzi wpływają na nasz stan zdrowia.Przebadano 30 000 dorosłych przez 8 lat, analizując ich poziom stresu, przekonania na temat tego czy stres im szkodzi oraz ilość zgonów. Okazało się, że wysoki poziom doświadczanego stresu zwiększył ryzyko śmierci o 43%, jednak zwiększone ryzyko śmierci występowało tylko w przypadku ludzi, którzy uważali, że stres szkodzi ich zdrowiu.Ryzyko śmierci okazało się najniższe wśród uczestników badania, którzy doświadczali silnego stresu, ale nie uważali go za szkodliwy dla zdrowia.Warto zatem przyjrzeć się ograniczającym nasz rozwój i powrót do równowagi przekonaniom i zmienić je na takie, które będą nam służyć. Tak, to jest aż tak proste!Zmieniając swoje nastawienie możemy w bardzo istotny sposób wpłynąć na poprawę zdrowia i jakości naszego życia.Może się także okazać, że trwamy w chorobie, bo ona pomaga nam zaspokoić jakąś ważną potrzebę: bycia zauważoną, zadbania o siebie bez wyrzutów sumienia, przyjmowania pomocy od innych, postawienia czasem siebie na pierwszym miejscu… Te potrzeby nie są absolutnie niczym złym – wprost przeciwnie, to bardzo naturalne i istotne kwestie. Jednak może warto przyjrzeć się im i sprawdzić, jak mogę je zaspokajać także wtedy, gdy choroba minie.Przecież dbać o siebie mogę i zdecydowanie powinnam zawsze – również, gdy jestem zdrowa.Oddech towarzyszy nam całe życie. Zaczyna je i kończy. To rytm życia. Co oznacza oddychać świadomie? Co może nam przynieść uważny, głęboki oddech?To prawda, oddech jest jednym z najbardziej naturalnych elementów naszego życia. Towarzyszy nam cały czas, stale się zmienia i dopasowuje do sytuacji. Można powiedzieć, że dzieje się sam, bez potrzeby naszej interwencji.Okazuje się także, że oprócz tych wszystkich zalet ma jeszcze jedną: jego świadomość ułatwia nam zatrzymanie się, uświadomienie sobie, że życie przebiega właśnie w tej pojedynczej chwili, w której płynie oddech, daje nam możliwość wyjścia z utartych schematów działania i podejmowania świadomych decyzji i działań.Uważny oddech przynosi spokój i lepsze poznanie siebie, a jego regularna praktyka realne zmiany w mózgu, o których mówiłam już chwilę temu. I choć oddech może wydawać się czymś błahym i niewartym większej uwagi, to jego świadomość, włączana choćby na kilka sekund, kilkanaście razy dziennie, przynosi realną zmianę w jakości naszego życia.Kobieta „tu i teraz”, uważna, świadoma. Czyli jaka?„Świadoma”, to chyba najlepsze określenie. Będąc kobietą uważną na siebie, świat wokół mnie i na innych ludzi, jestem w stanie przeżyć swoje życie prawdziwie, w równowadze, wykorzystując swoje predyspozycje i pojawiające się możliwości, a równocześnie nie raniąc innych.Rozumiejąc siebie, wiem, że moje emocje mówią mi o tym, co dla mnie ważne, zwracają uwagę na moje wartości i pilnowanie granic, które być może ktoś próbuje przekraczać.Słuchając mojego ciała wiem, że potrzebuje ono regularnie odpocząć, zrelaksować się, poruszać czy odżywić.Dostrzegając moje myśli wiem, że często stanowią dla mnie dużą wartość, jednak nie wszystkie mi służą i nie za każdą z nich muszę podążać – w końcu, to tylko myśli.Dostrzegając chwilę obecną, potrafię doceniać to wszystko, czego doświadczam i cieszyć się z małych rzeczy, a trudne momenty przyjmować jako naturalny element życia, dzięki temu zamiast złości i frustracji mogę wyciągnąć z nich naukę i siłę na przyszłość.Słuchając uważnie ludzi buduję głębokie relacje, otwieram się na inność, która wzbogaca moje życie i uwalniam się od zbytecznych oczekiwań względem siebie i innych.Będąc uważna wiem, że życie stale się zmienia i ja też ewoluuję wraz z nim, dostrzegając w tej zmianie szansę na rozwój.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://womensmatters.pl/gonitwa-mysli-kontra-bycie-teraz-dynamiczne-rownanie-niego-korzystac/

Nasz wewnętrzny ogród podlewany jest… ciszą

Nasz wewnętrzny ogród podlewany jest… ciszą

Cisza… Często zapomniana i taka niewspółczesna… Cisza… Niezakłócona rozmowami, telefonami, internetem czy telewizją… Cisza… Pełna dźwięków natury, oddechu, odczuć z ciała, myśli i emocji… Cisza… Trudna i piękna jednocześnie… Cisza… Skarbnica wiedzy o nas samych…Warto znaleźć czas na ciszę w swoim życiu. Na tyle, na ile możesz sobie pozwolić w swojej obecnej sytuacji życiowej. Zapewniam cię, że to zdecydowanie więcej, niż wydaje ci się możliwe. Kilka minut? Kilka godzin? A może nawet kilka dni..? Cisza pomaga się nam zatrzymać i przyjrzeć wszystkiemu, co u nas żywe, co dla nas ważne, a także, co dla nas trudne. Grubym markerem zakreśla te obszary, którym powinniśmy się przyjrzeć, które potrzebują naszej uwagi i być może zaopiekowania. Przypomina o tym, że jesteśmy osobnym bytem, a równocześnie częścią większej całości. Cisza, o ile damy jej wybrzmieć, nie pozwoli przejść obojętnie obok tego, co być może mijamy każdego dnia – zaślepieni i głusi pędem życia.Jeśli jesteś gotowy otworzyć oczy i uszy na swoje potrzeby, lęki, smutki, dylematy, rozterki, niepewności, niezliczone pytania, ale także na spokój, radość, spójność, równowagę, spełnienie, kontakt ze sobą i tym, co cię otacza, to zadbaj o przestrzeń na ciszę. Ujrzenie siebie bez idealnego makijażu przykrywającego blizny, perfekcyjnie skrojonego garnituru tuszującego niedoskonałości, woalki przykrywającej niewygodne przestrzenie umysłu i skrzyni, w której wielką kłódką zamykamy to, co niewygodne, pozwala nam poznać siebie prawdziwego. Prawdziwego, czyli czasem słabego, czasem niepewnego, czasem niezbyt urodziwego i zdecydowanie nie idealnego. Ale tacy właśnie jesteśmy… Kiedy spotkamy siebie samego odartego z pozorów i etykiet, kiedy przyjmiemy siebie z otwartością i akceptacją, kiedy wzbudzimy w sobie współczucie i miłość do istoty, jaką naprawdę jesteśmy, wtedy dopiero – paradoksalnie – jesteśmy w stanie w pełni rozkwitnąć.Dbajmy o nasz wewnętrzny ogród. Jego piękno będzie cieszyć zarówno nas, jak i tych, których do niego zaprosimy.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://inspeerio.pl/nasz-wewnetrzny-ogrod-podlewany-jest-cisza.html

Mindfulness a dzieci – rozmowa z Agnieszką Pawłowską, trenerką uważności

Mindfulness a dzieci – rozmowa z Agnieszką Pawłowską, trenerką uważności

Rozmowa z Agnieszką Pawłowską – psychologiem i trenerem uważności z certyfikatem nauczyciela MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) oraz MBB (Mind-Body Bridging), prowadzącą kursy uważności dla dorosłych, dzieci i młodzieży; autorką pierwszych na polskim rynku książeczek poświęconych tej tematyce skierowanych do dzieci; mamą trójki dzieci.Może zacznijmy od tego, czym jest uważność, czyli mindfulness?Uważność to świadome, pełne ciekawości i otwartości doświadczanie chwili obecnej. Zarówno tego, co nas otacza, czyli przedmiotów, przyrody i innych ludzi, jak i tego, co dzieje się w nas samych, czyli odczuć z ciała, myśli czy emocji. Mindfulness to nie jest żadna wyjątkowa ideologia, to po prostu zatrzymanie się w celu dostrzeżenia tego wszystkiego, co związane jest z naszym życiem. Niby tak zwyczajne, a niestety tak rzadkie we współczesnym, zaganianym świecie.Jak to się stało, że zaczęła się pani zajmować treningiem uważności dla dzieci?Od wielu lat pracuję z osobami dorosłymi, zarówno jako trener rozwoju osobistego, jak i nauczyciel MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction). Stale dostrzegam, jak wiele z kursów uważności czerpią dorośli: bliższy kontakt ze sobą, redukcja stresu, umiejętność słuchania swojego ciała, rozumienie pojawiających się emocji, lepsze relacje z innymi, poprawa koncentracji i większy spokój na co dzień. Równolegle, jako mama kilkulatków, mam okazję obserwować codzienne problemy młodych ludzi, które okazują się bardzo spójne z tym wszystkim, czego doświadczamy my – dorośli. I choć skala tych problemów nam może się wydawać nieporównywalna, na poziomie przeżyć i emocji, dzieci czy młodzież doświadczają ich tak samo intensywnie. Pomyślałam więc, że warto już nawet kilkulatkom pokazywać to wszystko, czego uczę dorosłych, tylko w sposób dopasowany do ich możliwości. Treningi dla dzieci są więc wypełnione eksperymentami i zabawą, które w sposób naturalny otwierają je na koncepcję uważnego życia.Czy dzieci są z natury rozkojarzone i niespokojne, czy to nasza – dorosłych – zasługa, że stają się takie już w wieku kilku lat?Dzieci z natury są ciekawe świata i bardzo uważne. Uwielbiają doświadczać otoczenia powoli i wszystkimi zmysłami. Szybko jednak uczą się, że pospiech daje więcej gratyfikacji. Jest więcej bodźców, otoczenie zmienia się błyskawicznie, jest głośno i kolorowo, a do tego większość osób wokół nich również działa w przyspieszonym trybie. Zatem dzieci płynnie dopasowują się do funkcjonowania w biegu i coraz rzadziej zatrzymują się z zachwytem nad kamykiem leżącym na drodze i niestety coraz rzadziej rozumieją emocje, które się w nich pojawiają. Efektem przebodźcowania naszych maluchów jest często ich rozkojarzenie i nerwowość. Niestety ten efekt możemy obserwować także wśród dorosłych, gdyż nadmierny pośpiech i stres to plaga naszych czasów, która nie zważa na wiek.Co mindfulness daje dzieciom?Właściwie to samo, co dorosłym, czyli umiejętność zwolnienia, wyciszenia, zrozumienia, że emocje są naturalną częścią naszego życia, polepszenie relacji z rówieśnikami, poprawę koncentracji i pamięci, a także kreatywności. Uważność pomaga na nowo dostrzec, jak wiele wyjątkowości kryje się w “zwyczajnym” otaczającym nas świecie.Czy ćwiczenia uważności są dla wszystkich dzieci?Oczywiście, że tak. Uważność z dziećmi możemy ćwiczyć na wiele różnych sposobów: bardziej formalnych, jak na przykład obserwowanie oddechu, i mniej formalnych, jak proste zabawy, które angażują poszczególne zmysły. Można je dopasowywać do wieku i możliwości rozwojowych dziecka.W jakim wieku dzieciaki są w stanie skoncentrować się na ćwiczeniach uważności?W każdym, o ile ćwiczenie jest odpowiednio do nich dopasowane. Warsztaty z uważności prowadziłam już z powodzeniem zarówno dla nastolatków, kilkulatków, jak i paroletnich dzieci w przedszkolach. Natomiast w domu mam przyjemność obserwować mojego 7-miesięcznego synka, który jest absolutnym mistrzem w uważnym doświadczaniu świata i całym sobą, wszystkimi zmysłami angażuje się w odkrywanie kolejnych otaczających go przedmiotów. Nie jest więc przesadą stwierdzenie, że uważność jest dla każdego.Co z dziećmi, które mają jakieś zdiagnozowane trudności w funkcjonowaniu?Praca z osobami z takimi trudnościach w wymaga odpowiedniego przygotowania trenera lub terapeuty – dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Badania potwierdzają jednak wysoką skuteczność treningów uważności w zakresie wsparcia w leczeniu osób z depresją, zaburzeniami lękowymi, nadpobudliwością czy zwiększonym poziomem agresji. Oczywiście długość i forma pracy w takich przypadkach muszą być dopasowywane indywidualnie do sytuacji i osoby, w tym oczywiście także jej wieku.Czy trening uważności może w ogóle być atrakcyjną propozycją dla dziecka, które dostaje w ciągu każdej chwili swojego życia mnóstwo atrakcyjnych bodźców?Trening uważności jest fantastyczną przeciwwagą dla tego wszystkiego, czego dziecko doświadcza współcześnie. Wbrew pozorom dzieci bardzo chętnie angażują się w proponowane im ćwiczenia. Są zaciekawione tym, że mogą spędzać czas inaczej, niż robiły to do tej pory, że ktoś autentycznie słucha tego, co mają do powiedzenia – często pojawia się wtedy u nich mnóstwo nowych pomysłów i głębokich przemyśleń. Nawet “zwykła” obserwacja oddechu, która odbywa się w ciszy i skupieniu, staje się oczekiwanym przez dzieci i młodzież elementem każdego spotkania. To pokazuje, że młodzi ludzie także potrzebują chwili wytchnienia i wsłuchania się w siebie.Niedawno ukazała się na rynku książka o uważności wśród dzieci napisana dla rodziców. Jej tytuł to Uważność i spokój żabki. Czy żabka to dobry przykład zwierzęcia w kontekście uważnego życia?Myślę, że to świetna metafora. Żabka nie kojarzy nam się przecież ze zwierzęciem spokojnym i wyciszonym, jak na przykład ślimak, a jednak, choć z reguły skoczna i zwinna, potrafi zastygnąć przez dłuższy czas w bezruchu. Uważność nie ma na celu zmiany naszych dzieci z aktywnych i pełnych życia w powolnych i zamkniętych w sobie. Jej celem jest pokazanie, że jedno nie wyklucza drugiego, że aktywnie odkrywając świat, możemy równocześnie dawać sobie chwile zatrzymania i wytchnienia, że kontakt ze sobą poprawia nasz kontakt z tym, co wokół nas.Co pani sądzi o tej książce i zawartych w niej ćwiczeniach?Uważam, że to świetna pozycja dla wszystkich rodziców i opiekunów. Jest napisana bardzo przystępnym językiem i wypełniona wieloma przykładami z życia, w których nierzadko można odnaleźć własne doświadczenia i codzienne rozterki związane rodzicielstwem, a tym samym wskazówki, jak sobie z nimi poradzić. Uważność i spokój żabki to także mnóstwo ćwiczeń, które można wykorzystać podczas zabaw z dzieckiem. Są świetnym wprowadzaniem elementów uważności do codzienności malucha. Ogromnym atutem książeczki jest także dołączona do niej płyta, na której nagrane są piękne medytacje dla dzieci.Czy rodzic, laik w temacie, może zostać skutecznym trenerem uważności swojego dziecka?Jak już mówiłam na początku naszej rozmowy, uważność nie jest żadną tajemną wiedzą i kiedyś dość naturalnie towarzyszyła ludziom w życiu. Wystarczy zatem trochę otwartości i kreatywności i można ją fantastycznie włączać we wszystko, co robimy z dzieckiem.Czy rodzic powinien także ćwiczyć się w uważności, żeby trening dziecka miał sens?Ta kwestia jest kluczowa, jeśli chodzi o rozwijanie uważności u dzieci. To my, rodzice, jesteśmy najlepszymi i najskuteczniejszymi nauczycielami naszych dzieci. Jeśli potrafimy radzić sobie z emocjami, dbać o siebie i odpoczywać, być w autentycznym kontakcie z naszymi bliskimi, doceniać pojedyncze chwile w życiu, zatrzymać się czasami, wyłączyć wszelkie przeszkadzajki i usiąść obok naszego dziecka, by wejść z uwagą do jego świata, to także ono będzie się tego od nas uczyć. Z moich doświadczeń wynika, że najmniej z treningów uważności czerpią te dzieci, które zostały na nie zapisane przez rodziców, żeby lepiej radzić sobie z emocjami, a równocześnie sami rodzice nie korzystają z uważności w swoim życiu. Uważność to nie jest pigułka na problemy z dzieckiem, to sposób życia, który warto wdrażać w całej rodzinie – wtedy też daje najwspanialsze efekty.Czy trening uważności może być antidotum na typowe problemy, z jakimi borykają się dziś dzieci i ich rodzice? Mam na myśli nadmierne korzystanie z urządzeń elektronicznych, konsumpcjonizm, nadpobudliwość, nieprzestrzeganie reguł czy agresję…Urządzenia elektroniczne kuszą swoją atrakcyjnością i są lubianymi przez dzieci gadżetami. Często służą do nauki i rozwijania wiedzy o świecie. Oczywiście to do nas, dorosłych, należy pokazywanie dzieciom, jak mądrze i z umiarem korzystać z dobrodziejstw współczesnej technologii. Równocześnie aktywnie pokazując dzieciom, jak ciekawe może być spędzanie czasu poza przestrzenią wirtualną, uczymy je, że mają wybór i że świat realny jest także pełen fantastycznych możliwości. Natomiast nieprzestrzeganie reguł czy agresja to często krzyk dziecka o uwagę dorosłych. To czasem niestety jedyny znany mu sposób, by choć na chwilę oderwać rodzica od jego niekończącej się listy obowiązków. Dziecko, któremu poświęcamy czas, którego słuchamy i z których otwarcie rozmawiamy, znacznie rzadziej sięga po tego typu sposoby zaznaczenia swojej obecności. Zatem zachęcam wszystkich opiekunów, by każdego dnia znaleźli choć kilkanaście minut na to, by w pełni przeznaczyć je na uważne bycie ze swoim dzieckiem. Oprócz domu z mniejszą ilością krzyku, szybko zauważycie także poprawę w waszej wzajemnej relacji.Dziękuję za rozmowę!Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://dziecisawazne.pl/mindfullness-a-dzieci-rozmowa-z-agnieszka-pawlowska-trenerka-uwaznosci/

Jak trenować uważność?

Jak trenować uważność?

„Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!Szybko, szybko, stygnie kawa!Szybko, zęby myj i ręce!Szybko, światło gaś w łazience! (…)Szybko, szybko, bez hałasu!Szybko, szybko, nie ma czasu!”Danuta WawiłowPędzimy… Coraz szybciej i szybciej. Każdego dnia chcemy robić więcej, efektywniej, sprawniej. Nakręcamy sprężynę czasu do granic wytrzymałości i… nadal czujemy niedosyt. Aż, któregoś dnia, nasza osobista sprężyna emocjonalnej i fizycznej wytrzymałości nie radzi sobie z tą presją i pęka. Nagle budzimy się ze zrujnowanym zdrowiem, nie rozumiejąc, czemu nagle organizm odmówił nam posłuszeństwa lub z załamaniem nerwowym czy nawet depresją, które niczym gradowe chmury szczelnie zakrywają nam dostęp do światła. W tym momencie znika wszelkie „szybko”.W pogodni za…Niestety cena nadmiernego pośpiechu jest niewyobrażalnie wysoka, a droga do równowagi i dobrego samopoczucia często długa i wyboista. Po co więc sami skazujemy się na tak dramatyczny scenariusz? Cóż…, żal nam zrezygnować z czegokolwiek, co oferuje nam współczesny świat: rozwój zawodowy, naukowy, osobisty, życie rodzinne i towarzyskie, hobby, podróże, kolejne wyzwania. Kiedy skręcimy w prawo, po lewo umyka nam coś wartościowego, więc jak możemy choćby pomyśleć o tym, by się zatrzymać? Przecież wtedy ominie nas jeszcze więcej! I tak wpadamy w kołowrotek „gonitwy za życiem”. Pojawia się jednak pytanie, czy oprócz ceny, którą przyjdzie nam w przyszłości zapłacić za nieustający pośpiech i brak odpoczynku, rzeczywiście w pełni korzystamy z tego, w czym w danej chwili uczestniczymy? Czy przypadkiem nie jest tak, że myjąc zęby myślami jesteśmy już w drodze do pracy, jadąc do biura analizujemy zadania, które danego dnia na nas czekają, w pracy, pochyleni nad raportem, układamy w głowie listę zakupów, a ściągając produkty ze sklepowych półek wspominamy ostatnią rozmowę z koleżanką…?Umysł oderwany od ciałaNasz umysł i ciało, zamiast współpracować i wspólnie doświadczać danej chwili, poruszają się dwoma różnymi trasami. Pod koniec dnia zwykle czujemy się wtedy bardzo zmęczeni, podenerwowani, z poczuciem, jakby życie przelatywało nam między palcami. Tak właśnie objawia się brak uważności. Nasze ciało działa na autopilocie, wykonując, jak robot, kolejne zadania, a umysł odrywa się od niego i podróżując w czasie, po raz kolejny analizuje to, co wydarzyło się w przeszłości lub układa niekończące się plany na przyszłość.Bądź tu i terazJak to zmienić? Zatrzymaj się, choćby teraz, na krótką chwilę. Poczuj swoje ciało, w jakiej pozycji jest ułożone, czego dotyka, w których miejscach jest rozluźnione, a w których napięte? Poczuj, jak powietrze przepływa przez nie podczas wdechu i wydechu. Zauważ dźwięki, które cię otaczają, przedmioty i ludzi wokół ciebie, zapachy, które unoszą się w powietrzu. Jeśli udało ci się to zrobić, w tym momencie twój umysł i ciało były równocześnie w teraźniejszości. To właśnie jest uważność. Pomaga nam w pełni dostrzec chwilę obecną. Uważność uaktywnia nasze zmysły, a także pozwala dostrzec myśli i emocje, które towarzyszą każdemu doświadczeniu. Uważność nie mówi o wykasowaniu czy zmianie czegokolwiek lecz o dostrzeganiu, akceptowaniu, obserwowaniu z ciekawością i otwartością tego wszystkiego, co dzieje się dokładnie w tej chwili. To może być kilka – kilkanaście momentów w ciągu dnia, gdy świadomie wrócisz umysłem do chwili obecnej i poobserwujesz towarzyszące jej doświadczenia zmysłowe, mentalne i emocjonalne. Nawet tak krótkie chwile zatrzymania, dają okazję do refleksji nad tym, czy rzeczywiście wszystko co robimy jest dla nas równie istotne i czy autentycznie chcemy poświęcać na to swój cenny czas?Muszę? Nie muszę?Być może to, czym teraz się zajmujemy daje nam radość i satysfakcję, a być może jest tylko bezrefleksyjnym powielaniem wszelkich „muszę”, „należy” i „za wszelką cenę”. Wtedy warto trochę dłużej poobserwować swój oddech – co pozwoli nam utrzymać umysł w teraźniejszości, i zobaczyć jakie tym wszystkim nakazom towarzyszą myśli i emocje. Czy rzeczywiście muszą być one bezwzględnie spełnione? A może sami je sobie narzucamy? Czy służą nam i naszym bliskim czy może działają wręcz destrukcyjnie? Czy koszty ich realizacji nie przeważają nad korzyściami?Poczuj świadome życieTakie zatrzymanie daje nam możliwość lepszego poznania siebie, wzięcia odpowiedzialności za to co robimy, mądrzejszych wyborów, dostrzegania tego co naprawdę ważne. Wprowadzając do swojego życia uważność wcale nie musimy rezygnować z tego co lubimy i co dla nas istotne lecz dzięki większej świadomości tego, czego doświadczamy, mamy szansę na spokojniejsze ułożenie naszych działań i, co najważniejsze, na autentyczne ich przeżywanie.Kiedy umysł i ciało częściej spotykają się w teraźniejszych doświadczeniach, jesteśmy zdecydowanie mniej zmęczeni, znacznie spokojniejsi, a przede wszystkim mamy pełną świadomość przeżytych chwil. Można powiedzieć, że uważność łączy nas na nowo z naszym życiem.Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://edutorial.pl/rozwoj-osobisty/jak-trenowac-uwaznosc/#

Uważne Święta, czyli jak to zrobić w praktyce

Uważne Święta, czyli jak to zrobić w praktyce

Jeśli zdecydujesz się przeżyć tegoroczne Święta bardziej uważnie, możesz skorzystać z kilku podpowiedzi, jak realnie wprowadzić tę koncepcję w życie.Otwórz oczyDostrzegaj nie tylko „rzeczy do zrobienia/poprawienia/zmiany”, ale otwórz oczy na zwyczajne = niezwyczajne drobiazgi, które cię otaczają. To może być: ozdoba świąteczna, która należała jeszcze do babci, trochę koślawy rysunek św. Mikołaja narysowany przez dziecko, gałązka świerku, z której zdążyły już spaść pierwsze igły, pled – w zeszłym roku podarowany przez kogoś bliskiego, świecznik, po którym spływa topiący się wosk… Każdy przedmiot może stać się wyjątkowym obiektem do uważnego obserwowania – z ciekawością dziecka odkrywającego świat, a także z otwarciem na myśli i emocje towarzyszące tej obserwacji. Być może dany przedmiot przywołuje w tobie jakieś wspomnienia lub skojarzenia – zauważ je. Jeśli możesz wziąć go do ręki, sprawdź, jak czujesz jego dotyk na dłoni, jaki jest jego ciężar i struktura. Być może jest w nim coś, na co do tej pory nie zwróciłeś uwagi? Spróbuj, to może być naprawdę ekscytujące doświadczenie.Otwórz serce i głowęKażdej chwili naszego życia towarzyszą myśli i emocje. Gdy ich nie dostrzegamy i pozwalamy, by rozwijały się według własnego uznania, potrafią przejąć kontrolę nad jakością naszego funkcjonowania. Pojawiająca się w głowie myśl pociąga za sobą kolejną, ta jeszcze jedną i następną. Aż powstanie cała historia, która często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Zwykle jest jednak na tyle wciągająca, że podążamy za nią i towarzyszącymi jej emocjami, stając się niewolnikiem myślowych struktur. Kiedy jednak zaczynamy przyglądać się naszym myślom, dostrzegać to, że się pojawiają i pozwalać im odpłynąć, ich siła oddziaływania na nas natychmiast maleje. Możemy np. od myśli „rozgotowałam pierogi” dojść do myśli „jestem beznadziejną żoną i matką” lub dostrzec tę pierwszą i puścić ją – przerywając lawinę kolejnych. Pierwsza myśl będzie wtedy jedynie zwykłą obserwacją. Natomiast emocje, to źródło ogromnej wiedzy na temat naszych potrzeb, oczekiwań i wartości. Zamiast reagować automatycznie, gdy tylko się pojawią, znacznie więcej zyskamy przyglądając się im i sprawdzając, co chcą nam przekazać: czego się obawiamy, o co martwimy, czy ktoś próbuje wywierać na nas presję, itp. Dobrze jest potrenować tę umiejętność, znajdując w ciągu dnia choćby kilka minut na uważne obserwowanie pojawiających się myśli i emocji – pomoże nam to później w sytuacji stresowej.Pamiętaj o oddechuOddech, to podstawowe narzędzie wykorzystywane w praktyce uważności: zawsze dostępny, nigdy taki sam, pomagający w powrocie do teraźniejszości. Wystarczy go dostrzec, jak wpływa do twojego ciała podczas wdechu i wypływa z niego na zewnątrz podczas wydechu. Jaką drogę pokonuje przepływając przez twoje ciało i jak delikatnie nim porusza. Wracaj do obserwacji oddechu jak najczęściej, a on pomoże ci w „łapaniu” chwili obecnej. Dzięki temu, wykonując daną czynność będziesz w stanie być w niej w pełni. Ubierając choinkę będziesz świadomy tego, że stoisz, bierzesz do ręki kolejną bombkę, wieszasz ją na gałązce – a nie zatracisz się w liście zakupów, które zostały jeszcze do zrobienia. Pakując prezenty dla bliskich będziesz zdawał sobie sprawę zarówno pozycji swojego ciała, ruchów wykonywanych przez twoje ręce, ale też myśli i emocji związanych z tą czynnością – a nie np. analizą stroju, jaki włożysz na rodzinne spotkanie. Mieszając kapustę z grzybami będziesz świadomy jej koloru, zapachu i smaku, zamiast układać w głowie sposób usadzenia gości przy stole. Bycie w danym doświadczeniu, to prawdziwa praktyka uważności.Słuchaj swojego ciałaTwoje ciało, to najlepszy detektor rosnących w tobie emocji – i tych miłych i tych trudniejszych. Jeżeli posłuchasz tego, co ma ci do powiedzenia, może się okazać twoim najlepszym przyjacielem. Ucisk w brzuchu, napięte barki, zaciśnięte pięści i szczęka, to tylko niektóre z podpowiedzi, jakie wysyła nam ciało w związku z narastającym napięciem/irytacją/złością. Jeśli to uchwycisz, masz szansę zatrzymać się, pooddychać przez chwilę świadomie i uważnie się przyjrzeć temu, co dzieje się z tobą i wokół ciebie. Jest duże prawdopodobieństwo, że zamiast do emocjonalnej eksplozji w postaci krzyku, kłótni lub płaczu z bezsilności, dojdziesz do kreatywnych rozwiązań.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://inspeerio.pl/uwazne-swieta-czyli-jak-to-zrobic-w-praktyce.html

Uważne Święta, czyli ten wyjątkowy czas w roku

Uważne Święta, czyli ten wyjątkowy czas w roku

Za oknem już zimno, dni coraz krótsze. W większości domów wkrótce rozbłyśnie choinka, związana z praktykowaną religią lub tradycją przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Lampki na świątecznym drzewku, świece migoczące roztańczonymi płomykami, zapach świeżo upieczonych pierników unoszący się w powietrzu, dźwięk kolęd płynących z radia. Hmm… Lubimy tak wyobrażać sobie ostatnie dni roku kalendarzowego. Ile z tego rzeczywiście się wydarza i, przede wszystkim, ile z tych elementów autentycznie doświadczamy, dostrzegając w pełni przeżywaną chwilę, to już zupełnie inna kwestia.Czas Świąt często bywa okresem nadmiernego pośpiechu, wzmożonego stresu i ogromnej ilości oczekiwań, czasami wprost niemożliwych do spełnienia. Udekorowany dom ma błyszczeć czystością, w kuchni gotowych 12 potraw, stół idealnie nakryty, wszyscy goście w pozytywnych nastrojach i otwarci na przyjazne rozmowy, dzieci rządkiem siedzące na kanapie – czyste i ciche – jak nigdy dotąd. Powyższą listę można dowolnie uzupełnić o wymogi, jakie stawiamy wobec samych siebie, rodziny, przyjaciół, a nawet pogody! Patrząc na to wszystko z pewnego dystansu, można dostrzec, że czas, który powinien dawać nam radość i wypełniać spokojem, staje się misterną układanką złożoną z tysiąca elementów. Kiedy choćby jeden z nich nie będzie perfekcyjnie wyprofilowany, rozsypie się cała konstrukcja… Z koncepcji idealnych Świąt pozostaną wtedy jedynie zgliszcza, którym towarzyszy smutek, żal, rozczarowanie, irytacja czy złość. A przecież to od nas samych zależy, na ile ten czas będziemy budować na mglistych wspomnieniach z przeszłości, na koncepcji zaczerpniętej z telewizji, na perfekcyjnej wizji stworzonej w naszej głowie, a na ile postanowimy przeżyć go prawdziwie, chwila po chwili, z tym wszystkim, co nam przynosi?Kiedy wybije już „godzina zero” nie traktuj jej jak sprawdzianu, który masz zdać na szóstkę. Słuchaj uważnie siebie, słuchaj innych, niech każdy przeżywa ten czas w sposób, jaki jest dla niego najbliższy. Smakuj potrawy wszystkimi zmysłami, słuchając też swojego ciała, które z pewnością da ci znać, kiedy kolejna dokładka byłaby dla niego nadmiernym obciążeniem… Być może będzie trochę bałaganu po rozpakowanych przez dzieci prezentach, być może przy stole pojawi się dyskusja wynikająca z rozbieżności zdań wspólnie ucztujących gości, może nawet karp trochę się przypali. To wszystko składa się na nasze „tu i teraz”. Każdego dnia mamy okazję decydować, czy chcemy żyć wyimaginowanym obrazem rzeczywistości czy jego autentyczną wersją. Opcja druga, choć wymaga odrobinę odwagi, daje też znacznie więcej doświadczeń, radości i, wbrew pozorom, dużo spokoju.Czy decydując się na bycie w pełni ze sobą, z bliskimi, z tym co nas otacza i co się wydarza, bez oczekiwań, oceniania, z życzliwością, ryzykujemy aż tak wiele? Jedno jest pewne, nie będzie idealnie, ale na pewno pełniej i prawdziwiej.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://inspeerio.pl/uwazne-swieta-czyli-ten-wyjatkowy-czas-w-roku.html

Uważne macierzyństwo – najlepsze co możesz dać sobie i dziecku

Uważne macierzyństwo – najlepsze co możesz dać sobie i dziecku

Mając 10 lat dostałam w prezencie tomik wierszy Władysława Broniewskiego. Jego wiersz pt. „Poród” najbardziej przypadł mi do gustu. Wydawał mi się wtedy bardzo zabawny. Kiedy dobrych kilkanaście lat później, po ponad 24-godzinnym porodzie, przyszła na świat moja córka, perspektywa odbioru tego wiersza znacznie się u mnie zmieniła. Półtora roku później, jadąc na salę porodową z moim synem, miałam ułożony w głowie cały plan działania (przecież wiedziałam czego się spodziewać!) i… okazało się, że ten poród był diametralnie różny od pierwszego. Wkrótce na świat przyjdzie moje kolejne dziecko i teraz staram się już nie oczekiwać niczego, bo przecież nie wiem jak będzie…I tak właśnie jest, bez względu na to, ile porodów przejdzie kobieta, ile historii na ten temat wysłucha od mamy, babci, siostry, przyjaciółki, ile mądrości wyczyta w poradnikach, każdy poród jest odmienny, niepowtarzalny, na swój sposób wyjątkowy. To samo dotyczy okresu ciąży, sposobu w jaki kobieta go przeżywa, jej samopoczucia i bliskości z rozwijającym się w niej nowym życiem. Nie ma bardziej lub mniej właściwego sposobu doświadczania tego czasu. A pierwsze dni, tygodnie, miesiące i lata życia naszego potomka? Ile byśmy nie mieli dzieci, przy każdym z nich jest to całkiem nowa przygoda. Każde dzieckobowiem, tak z resztą jak i każdy dorosły człowiek, jest inne. Nie sposób przyłożyć do niego jednej miarki i jednego uniwersalnego sposobu wychowania.No tak, tylko co w takim razie możemy z tym wszystkim zrobić? Jak najlepiej przeżyć okres oczekiwania na dziecko, poród i czas, gdy już maleństwo pojawi się na świecie? Czy jest jakiś idealny przepis? Piękne jest to, że natura wyposażyła nas we wszelką mądrość, której potrzebujemy. Jedyne czego trzeba, by czerpać z jej zasobów, to wsłuchać się w siebie. Pielęgnując uważność na swoje ciało, myśli, emocje, na sygnały, które wysyła do nas mały człowiek, możemy dać i sobie i jemu to, co najlepsze i najwłaściwsze w danym momencie.Matczyna intuicja to skarb, w który współcześnie mocno zwątpiłyśmy, przekonane, że wszyscy wokół są mądrzejsi od nas i lepiej wiedzą, co należy robić w danej sytuacji. Oczywiście, gdy zajdzie taka potrzeba, warto korzystać z pomocy i wiedzy specjalistów, jednak nie w sposób bezkrytyczny. Więź łącząca matkę z dzieckiem jest tak silna i wyjątkowa, że jeśli uważnie się w nią wsłuchamy, może zaskoczyć nas swoją mądrością.Jeśli pojawia się coś, co cię niepokoi, martwi lub złości, nie uciekaj przed tym. Usiądź na chwilę, odłóż na bok wszystko co robisz i weź świadomy wdech i wydech, czując jak powietrze przelatuje przez twoje ciało. Jeśli potrzebujesz, weź jeszcze jeden lub dwa uważne oddechy, a następnie przyjrzyj się emocji, która się w tobie pojawiła. Nazwij ją i zaakceptuj to, że jest. Popatrz na nią trochę z boku. Co ją spowodowało? Co ważnego próbuje ci ona powiedzieć? Może pod tą emocją skrywa się jakaś inna? Jakie myśli jej towarzyszą? Co najlepszego mogłabyś w tej sytuacji zrobić dla siebie, dla twojego dziecka, dla waszej relacji? Weź jeszcze jeden uważny wdech i wydech, a następnie zrób to, co uznałaś w danym momencie za najkorzystniejsze.Korzystaj z tej metody jak najczęściej, również wtedy, gdy przeżywasz pozytywne emocje. To pozwoli ci bliżej poznać siebie, bardziej otworzyć się na swoją intuicję, lepiej zarządzać swoimi emocjami i budować swoje macierzyństwo uważnie i w zgodzie ze sobą.Autorką artykułu jest Agnieszka Pawłowska, certyfikowana nauczycielka MBSR, współzałożycielka inspeerio.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://inspeerio.pl/uwazne-macierzynstwo-najlepsze-co-mozesz-dac-sobie-i-dziecku.html

Uniwersalność uważności. Rozmowa z Agnieszką Pawłowską

Uniwersalność uważności. Rozmowa z Agnieszką Pawłowską

Ta rozmowa marzyła mi się od dawna. Agnieszka Pawłowska, certyfikowana trenerka MBSR i autorka książeczek dla dzieci z serii Kraina Uważności opowiedziała mi o swojej drodze ku uważności, o tym, jak zmieniła ona jej rodzicielstwo i o tym jak ważna jest uważność dla dzieci i dla zmęczonych życiem dorosłych. Zapraszam do lektury!Z pierwszego wykształcenia jest Pani ekonomistką, ale od lat kształci się Pani w dziedzinie uważności i uczy jej Pani innych. W tej zawodowej wolcie jest moc. Proszę opowiedzieć o początkach własnej przygody z uważnością.Rzeczywiście moja droga do psychologii i, szeroko rozumianych, obszarów związanych ze wsparciem emocjonalnym trwała jakiś czas. Po swoich doświadczeniach, jakie wyniosłam z tej podróży, uważam, że dokładnie tak miało być. Najpierw osobiście zaznałam przeróżnych problemów i wyzwań związanych z pracą w korporacji, z trudnymi relacjami zawodowymi i prywatnymi, z zagubieniem równowagi między życiem prywatnym i zawodowym, z ludzkimi dramatami, które odbywały się tuż obok mnie…Od zawsze miałam w sobie ogromną chęć pomocy innym, lecz jak to robić, gdy sama nie radziłam sobie z własnymi problemami i emocjami? Apogeum mojej bezsilności emocjonalnej odczułam po urodzeniu dwójki moich dzieci – które pojawiły się na świecie rok po roku. Chcąc być idealną matką, nie dopuszczałam możliwości, by moje dzieci płakały: przecież kochając je, powinnam rozpoznawać ich potrzeby. Skutkowało to tym, że ich płacz powodował u mnie napięcie, a one oczywiście idealnie je wyczuwały i płakały jeszcze głośniej. Nie potrafiłam zatrzymać tej spirali… Do czasu, aż rozpoczęłam własną praktykę uważności. To było dla mnie prawdziwe odkrycie! Kiedy ja nauczyłam się radzić sobie z własnymi emocjami, moje dzieci – jak za dotknięciem magicznej różdżki – stały się spokojniejsze. Zaczęłam też lepiej rozumieć siebie, a także dostrzegać wokół możliwości, których wcześniej w ogóle nie zauważałam.Mając jednak umysł ekonomisty, potrzebowałam konkretnych dowodów na to, że uważność to nie jakaś parapsychologiczna sztuczka, lecz uznana naukowo metoda. Wystarczyło wpisać w internecie hasło „mindfulness” i natychmiast pojawiły się setki, a nawet tysiące badań potwierdzających jej skuteczność. To ostatecznie przekonało mnie, że chcę się dalej rozwijać w tym kierunku, by móc dzielić się z innymi tym, co sama odkryłam, jako ogromną wartość w moim życiu prywatnym i zawodowym. W międzyczasie odeszłam z firmy, w której pracowałam i otworzyłam własną działalność, a wkrótce spółkę: centrum psychologiczno-coachingowe inspeerio w Poznaniu. Tutaj mam możliwość realnej pomocy innym, inspirowania i pozytywnego „zarażania” uważnością :-)Co jest dla Pani najważniejsze w Pani praktyce uważności?To, że mogę ją wkomponowywać w codzienne sytuacje, że pomaga mi cieszyć się zwyczajnymi chwilami, że przypomina mi o tym, co w życiu najważniejsze. Ale także to, że pomaga mi w trudnych chwilach: bólu, straty czy nagromadzenia trudnych emocji. Wspaniale też wspiera relacje z dziećmi. Uważne bycie i słuchanie dzieci buduje niesamowitą więź, a wspólne oddychanie i obserwacja ciała, to fantastyczne zakończenie dnia.Zajmowała się Pani m.in. wdrażaniem programu uważności do szkół. Do czego przydaje się uważność w życiu szkolnym?Szkoła to miejsce wielu wyzwań, zderzenia niejednorodnych charakterów, ogromnej ilości oczekiwań, a zarazem różnych możliwości poszczególnych osób. To także miejsce, w którym uczniowie uczą się współdziałania w grupie, co również bywa nie lada wyzwaniem. Szkoła jest nie tylko miejscem nauki, lecz niestety także miejscem silnego stresu, którego doświadczają zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Techniki uważności zostały już na stałe wprowadzone do programów wielu zachodnich szkół, ponieważ dają realne wsparcie i pozytywnie wpływają zarówno na atmosferę w klasach, jak i na wyniki w nauczaniu.Istotnymi i potwierdzonymi w licznych badaniach skutkami praktykowania uważności są m.in:– skuteczniejsza motywacja,– lepsza koncentracja uwagi,– rozumienie i kontrola emocji,– zwiększenie umiejętności radzenia sobie w stresujących sytuacjach,– zwiększona zdolność do relaksu,– rosnąca pewność siebie i zdolność do samoakceptacji,– rezygnowanie z toksycznych schematów-automatycznych reakcji,– prospołeczne zachowania.Uważność to prosta i dostępna dla każdego metoda, która uczy nas zatrzymania, doświadczania tego, co nas spotyka z ciekawością, akceptacją i bez oceniania. Nawet kilka-kilkanaście minut dziennie uważnego oddychania, obserwacji myśli, emocji czy sygnałów dochodzących z ciała powoduje, że uczniowie stają się spokojniejsi, czują się szczęśliwsi, potrafią lepiej koncentrować się na zadaniach, rzadziej też wchodzą w konflikty z rówieśnikami w szkole. Wartością dodaną takich ćwiczeń z nauczycielem, jest to, że on także zaczyna lepiej radzić sobie z własnymi emocjami. By móc wdrażać uważność do szkoły zdecydowanie potrzebne jest  zaangażowanie dyrekcji oraz otwartość wśród nauczycieli. Nie da się bowiem uważności wprowadzać na siłę.Jest Pani autorką książek dla dzieci, w których przybliża Pani najmłodszym i ich rodzinom idee uważności. Jak z Pani perspektywy – jako trenerki i jako autorki książek – wyglądają podstawowe problemy związane z rodzicielstwem i uważnością.Koncepcja książeczek dla dzieci mówiących o uważności powstała z myślą o moich własnych dzieciach. Widząc z jakimi trudnościami stykają się na co dzień, że stres nie jest obszarem zarezerwowanym tylko dla dorosłych, chciałam im przybliżyć to, czym się zajmuję, pokazać, jak uważność może się przełożyć na nasze życie i pomóc im w codziennych problemach. Nie chciałam jednak robić tego w formie naukowego wykładu, lecz językiem najbardziej naturalnym dla dzieci – czyli językiem bajek i bohaterów, z którymi można się utożsamiać. Podzieliłam się tekstami z kilkoma osobami z najbliższego grona, które zachęciły mnie do tego, by wydać je w formie książeczek. Tak zaczęła się moja książkowa przygoda… Cieszę się ogromnie, że seria Kraina Uważności została tak pozytywnie przyjęta przez czytelników – zarówno tych młodszych, jak i starszych. Tym bardziej, że temat jest bardzo istotny. Współcześnie mamy coraz mniej czasu dla siebie i dla naszych dzieci. Mamy mnóstwo pracy, zadań, obowiązków. Coraz mniej potrafimy odpoczywać. Automatycznie przekazujemy to także naszym dzieciom. Powoli gubimy radość z bycia ze sobą, nie dostrzegamy tego co dzieje się wokół nas, stale biegniemy.Uważne rodzicielstwo, to przede wszystkim umiejętność zatrzymania się, pełnego zobaczenia drugiej osoby, jaką jest dziecko: z jej doświadczeniami, radościami, obawami, z jej punktem widzenia i całą gamą przeżywanych emocji. To okazanie zrozumienia i akceptacji, a także wspólne odkrywanie świata. Oczywiście część dorosłych oburzy się, że na to potrzeba czasu, którego stale brak. Jednak wystarczy choćby kilkanaście minut dziennie uważnego bycia z dzieckiem – to już wiele zmieni. A z czasem może się okazać, że ten czas naturalnie wydłuży się o kolejnych kilka-kilkanaście minut. Czerpać z niego będzie bowiem zarówno dziecko, jak i rodzic.Mówi się, że dzieci to najlepsi nauczyciele uważności. Na czym polega praktykowanie uważności z dziećmi? Do czego dzieciom przydaje się taka praktyka?Rzeczywiście małe dzieci, to mistrzowie uważności. Wystarczy spojrzeć na raczkujące niemowlę, które z nieudawaną ciekawością eksploruje otaczający świat. Wszystkiego dotyka, ogląda, smakuje… Nie spieszy się, by przypadkiem coś mu nie umknęło. Cieszy się z małych odkryć. A później wchodzi coraz bardziej w „nasz świat”, czyli wszelkie: „chodź szybciej”, „nie ma nic ciekawego w tych kamyczkach”, „nie bądź beksą”, „jedz, nie mamy czasu”, „jak długo można wiązać buty?!”, „nie ma się czego bać-wymyślasz”, „pospiesz się”, itd., itp… Powoli, nieświadomie, zabijamy w naszych dzieciach uważność. Skutki braku kontaktu ze sobą i ze światem są zatrważające. Dzieci nie radzą sobie z emocjami, tracą poczucie własnej wartości, uczą się miłości warunkowej, nie potrafią odpoczywać, są znacznie mniej kreatywne i rywalizują ze sobą nawzajem. Współczesne dzieci są też znacznie bardziej zestresowane niż poprzednie pokolenia, przekłada się to na rosnącą liczbę depresji wśród młodych ludzi i na wzrost samobójstw wśród nastolatków (wciągu ostatnich 10 lat aż o 66%). To bardzo niepokojące statystyki.Jak Pani rodzicielstwo zmieniło się, odkąd praktykuje Pani uważność?Poza tym, o czym wspominałam na początku naszej rozmowy, czyli uzyskaniem większego spokoju i wiary we własną matczyną intuicję, nauczyłam się słuchać moich dzieci. Nie tak, jak słucha się wiadomości w radio, ale słuchać uważnie. Słyszeć co mówią słowami, tonem głosu, gestami i mimiką. Pomagać im zrozumieć ich własne emocje, nie poprzez tłumaczenie co mają czuć, ale pomagając im dojść do własnych wniosków dotyczących tego, co dana emocja chce im przekazać. Rozumieć sens wszystkich emocji, które towarzyszą nam w życiu, a tym samym akceptować to, że do nas przychodzą. Dostrzegać myśli, które nie zawsze nam służą. Patrzeć na świat oczami innej osoby, by móc zrozumieć jej perspektywę i sposób zachowania. Dużo rozmawiamy i dyskutujemy – sama wiele uczę się od moich dzieci! Często pomagam  im się wyciszyć i rozluźnić przed snem: wspólnie oddychamy, obserwujemy ciało, czasem wykorzystujemy wspierające wizualizacje. To wszystko bardzo nas do siebie zbliża.Jon Kabat Zinn pisał: „Każdy ma zdolność bycia świadomym. Jednak ten stan jest większości z nas zupełnie obcy” Czy, bazując na Pani trenerskim doświadczeniu, są ludzie, którzy nie są w stanie praktykować uważności?Wszystkie osoby, które nie cierpią z powodu poważnych zaburzeń psychicznych, są w stanie praktykować uważność. Prawda jest taka, że każdy z nas ma ku temu inne predyspozycje. Osoby, które z natury są bardziej uważne, rozpoczynając praktykę formalną osiągają zwykle bardzo znaczące rezultaty. Jednak osoby, które na co dzień charakteryzują się niską uważnością, gdy zaczną ją w sobie rozwijać, nawet uzyskując niższy wzrost poziomu uważności niż osoby z pierwszej grupy, doświadczają  wyraźniejszej zmiany jakości życia.Uważność jest bardzo uniwersalna – każdy znajdzie w niej obszar dla siebie. To może być uważna obserwacja ciała w spoczynku lub w ruchu, medytacja siedząca lub chodzona, uważne patrzenie, słuchanie, dotykanie, smakowanie, uważność w relacji. By jednak odnaleźć to, co nam najbliższe trzeba spróbować wszystkich opcji i dać sobie czas na ich doświadczenie.Co z Pani trenerskich obserwacji  jest najprzyjemniejsze, a co najtrudniejsze w treningach uważności?Najprzyjemniejsze dla uczestników jest samo zatrzymanie się podczas naszych cotygodniowych spotkań w ramach kursów MBSR[i]. Wyłączenie telefonu, danie sobie przestrzeni tylko dla siebie, obserwacja tego, co dzieje się wewnątrz i wokół nas. Na początku praktyka formalna często daje poczucie dużego odprężenia i relaksu. Spora część uczestników zasypia podczas ćwiczeń – zmęczona codzienną gonitwą. Powoli jednak stają się coraz bardziej świadomi swoich odczuć i myśli. Najtrudniejsza jest jednak dyscyplina w codziennej praktyce. Uczestnicy każdego tygodnia dostają zadanie domowe polegające na ćwiczeniu konkretnej techniki – każdego dnia przez około 40 minut. W zabieganym życiu, wygospodarowanie takiej ilości czasu na „nicnierobienie” bywa ogromnym wyzwaniem. Jednak tylko regularna praktyka daje rzeczywiste efekty – i na poziomie samopoczucia i na poziomie funkcjonowania mózgu. Z czasem także praktyka wglądu w siebie bywa coraz trudniejsza, bowiem odkrywamy obszary, którym wolelibyśmy się nie przyglądać. Na tym jednak polega prawdziwy rozwój. Odwracając głowę od tego co trudne, skazujemy się na bezsilność i ciągnięcie tego za sobą w nieskończoność. Dzięki praktyce uważności uczymy się obserwować, akceptować i nie oceniać, a to daje nam możliwość dostrzeżenia całkiem nowych perspektyw i możliwości działania. Można powiedzieć, że bez wysiłku.Dziękuję za rozmowę.Wywiad oryginalnie ukazał się na stronie: http://nawolnymbiegu.pl/2015/10/07/uniwersalnosc-uwaznosci-rozmowa-z-agnieszka-pawlowska/

Uważność i kontakt ze sobą

Uważność i kontakt ze sobą

„Jestem dobra w rachunkach, ale nie radzę sobie w relacjach z ludźmi”, „Umiem zarządzać setkami podwładnych, ale nie potrafię rozmawiać z własnymi dziećmi”, „Lubię spotkania ze znajomymi, jednak nie radzę sobie z trudnymi sytuacjami i emocjami, które im towarzyszą”, „Chętnie pomagam innym, jednak zbyt często daję się wykorzystywać…” Każdy z nas ma na swój temat wiele przekonań, utartych opinii wdrukowanych nam lata temu lub nabytych pod wpływem doświadczeń – choćby były one zaledwie jednorazowe. Co można z tym zrobić? Pogodzić się z nimi uznając, że „tak już mam, taka moja natura, jestem za stary/za stara na zmiany” lub przyjrzeć się sobie uważnie, by odkryć, jakie są rzeczywiste zasoby, którymi dysponujemy, a także które z nich chcemy dalej rozwijać.Na czym polega uważne przyglądanie się funkcjonującym w nas schematom? Najważniejsze, to je dostrzec – co wcale nie jest takie proste. Jeśli dane zachowanie lub przekonanie towarzyszy nam od lat, przyjmujemy je jako coś stałego i oczywistego. Nie zastanawiamy się nad jego sensownością czy prawdziwością. Jak to zmienić? Nauczyć się zatrzymywać i przyglądać się sobie bez oceniania. Dopiero to pozwala poznać siebie bliżej. Wbrew pozorom nie jest to łatwy proces. Wymaga czasu, samodyscypliny, a często też odwagi, by przyglądać się temu, co przez lata skrywaliśmy nawet przed samym sobą. Jest to jednak droga do poznania siebie i autentycznego rozwoju.Regularna medytacja, uważny kontakt ze sobą i otaczającym światem, pomagają także zasymilować naszą dotychczasową wiedzę zdobytą z książek, kursów czy warsztatów, z tym, co w nas żywe i dla nas ważne, a tym samym nareszcie wykorzystać je w życiu. Już dwa miesiące regularnej praktyki pozwala odkryć wewnętrzny spokój, indywidualną siłę i mądrość, a także uczy jak słuchać sygnałów wysyłanych nam przez ciało. Pojawia się kolejne pytanie, po co słuchać swojego ciała? Czyż jego głównym zadaniem nie jest wypełnianie zadań, które przed nim stawiamy? Otóż nasze ciało jest skarbnicą wiedzy o tym, co przeżywamy, co jest dla nas szczególnie ważne, co nam nie służy, nawet, jeśli na poziomie świadomym nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeśli nauczymy się uważnie słuchać swojego ciała, bez trudu rozpoznamy zbliżającą się złość lub irytację, trudną relację, szkodliwe dla nas zachowanie, manipulację której jesteśmy poddawani lub grę w którą ktoś próbuje nas wciągnąć, a także głód, zmęczenie czy zbliżająca się chorobę. Dostrzeżenie jest pierwszym krokiem do tego, by poradzić sobie z daną sytuacją.Jak więc nauczyć się słuchać swojego ciała? Najlepiej każdego dnia znaleźć czas na to, by przyjrzeć mu się z uwagą i łagodnością. Sprawdzić, jakie sygnały wysyłają poszczególne części ciała – niczego nie zmieniać, nie poprawiać, lecz obserwować takim, jakie jest. Jeden po drugim, każdy fragment swojego ciała. Jak antena, która zbiera nadchodzące do niej sygnały – bez ich modyfikowania.Obserwując ciało, pamiętaj o świadomości oddechu, dostrzegaj myśli pojawiające się w głowie i pozwalaj im odpłynąć. To nie czas na analizy, wspomnienia czy układanie planów na przyszłość, to czas na bycie obecnym w danym momencie z tym wszystkim co czujesz i co próbuje ci powiedzieć twoje ciało. Może być też tak, że początkowo niczego nie poczujesz. Daj sobie czas na to, by na nowo zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem. Jednym zajmuje to mniej, innym więcej czasu, ale na pewno przyjdzie taki moment, że zaczniesz wyraźnie odbierać informacje, które ono do ciebie wysyła. Co ciekawe, najprawdopodobniej nie będzie to nagły efekt. Po prostu, w którymś momencie dostrzeżesz, że jest inaczej niż kiedyś.Wdrażanie uważności w życie jest bowiem procesem długim i łagodnym, jednocześnie trwale zmieniającym naszą relację z samym sobą i z tym, co wokół nas.Kiedy nauczysz się słuchać swojego ciała, obserwować oddech, myśli i emocje, zaczniesz także zauważać automatyzmy w swoim codziennym funkcjonowaniu. Dostrzeżesz zachowania, które wybierasz najczęściej, nawet, jeśli nie są korzystne dla ciebie i innych, myśli, które powodują, że przestajesz w siebie wierzyć, przekonania, które ograniczają twój rozwój. Dając sobie przestrzeń na ich doświadczenie i uważną obserwację, dasz sobie możliwość autentycznej zmiany – zgodnej z twoimi wartościami i najlepszej dla ciebie.Artykuł ukazał się oryginalnie na stronie: http://www.szkolatrenerowempatii.pl/uwaznosc-i-kontakt-ze-soba/

Wakacyjne schody, czyli urlop – czas relaksu, czas stresu…

Wakacyjne schody, czyli urlop – czas relaksu, czas stresu…

Urlop, to czas relaksu, beztroski, chwil tylko dla siebie i najbliższych osób… Tylko czy zawsze…? A może powinnam raczej zapytać, czy w ogóle tak idealna wizja ma szansę na realizację? Czym bowiem urlop różni się od pozostałych dni w roku? No cóż, w czasie urlopu zwykle nie chodzimy do pracy i często wyjeżdżamy gdzieś z rodziną lub przyjaciółmi. To właściwie podstawowe różnice. Jeśli na co dzień nie potrafimy odpoczywać, radzić sobie ze stresem, odrywać się mentalnie od problemów zawodowych, spędzać czasu ze sobą i z bliskimi, rozmawiać, to niestety jest niewielka szansa, że uda nam się nauczyć tego wszystkiego podczas dwutygodniowych wakacji.Dodatkowo mamy co do tego wakacyjnego okresu mnóstwo oczekiwań, które, niespełnione, powodują naszą irytację:wypocząć i naładować wewnętrzne akumulatory na cały rok,nadrobić zaległe lektury,spędzić jak najwięcej czasu na zabawie z dziećmi,rozbudzić, utraconą gdzieś w biegu codziennego dnia, namiętność w relacji z partnerem,opalić się – no bo jak tu wrócić z urlopu bez pięknego brązu na ciele?znaleźć czas na ulubiony sport…Piękne cele! I bardzo ambitne… Tym bardziej, że dwa tygodnie, to zaledwie 14 dni, a odliczając dzień wyjazdu i powrotu, to właściwie 12… 12 dni, które mają odmienić moje życie, podczas których nadrobię to wszystko, na co nie mam czasu w ciągu roku. I nagle okazuje się, że przez pierwsze dni nadal myślę o pracy, że złości mnie nawet najmniejszy krzyk dzieci i to, że ciągle coś mówią albo czegoś chcą, a do tego partner/partnerka nadaje na całkiem innych falach niż ja. Właściwie, to wszystko wokół irytuje mnie do granic możliwości! Kiedy wydaje mi się, że już gorzej być nie może, jedno z dzieci łapie zapalenie ucha, drugie zanadto spiekło się na słońcu, ja zmagam się z problemami żołądkowo-jelitowymi i na dodatek zaczęło padać… Gdzie podziały się moje idealne wakacje? A może takie po prostu nie istnieją? Nie oznacza to, że podczas urlopu nie może być radośnie i rodzinnie – wprost przeciwnie. To może być piękny czas, tylko zostawmy nasze wygórowane oczekiwania na półce w domu – i to takiej szczelnie zamkniętej. Wyjeżdżając na urlop miejmy świadomość, że może być różnie: z podróżą, warunkami jakie spotkamy na miejscu, naszym samopoczuciem, zdrowiem czy pogodą. Cała sztuka polega na tym, by swego szczęścia nie uzależniać tak bardzo od czynników zewnętrznych, które są od nas niezależne oraz od tego czy nasze otoczenie podda się ściśle regułom, które my ustaliliśmy. Nasi bliscy mogą mieć zgoła inną wizję wspólnego wypoczynku. Może więc warto o tym porozmawiać przed wyjazdem lub na samym początku urlopu? Sprawdzić, co jest ważne dla poszczególnych członków rodziny/grupy przyjaciół i wspólnie zastanowić się, które elementy jesteśmy w stanie zrealizować. A może są jakieś zasady na tyle istotne, by ich przestrzeganie ustalić regułą podczas urlopu? Byle tylko nie zrobić z nich regulaminu na kilka stron, bo wtedy możemy być pewni, że nikt nie będzie go przestrzegał. A co zrobić ze stresem, który nie chce puścić? Z pracą, która powraca w natrętnych myślach? Wakacyjną rzeczywistością tak daleką od ideału? Zaakceptować ich istnienie, nie oceniać, ale także nie dać się wciągnąć w ich grę, która niechybnie skończy się ogromnym napięciem.Kiedy czujesz, że dopada cię wakacyjny stres, usiądź na chwilę i spróbuj go zlokalizować w swoim ciele. W jaki sposób organizm daje ci znać, że dzieje się coś złego? Ściskasz szczękę? Napinasz barki? Boli cię brzuch? A może czujesz ciężar w klatce piersiowej? Sprawdź sygnały, jakie wysyła do ciebie ciało, a następnie postaraj się o nie zadbać, jak o dobrego przyjaciela. Oddychaj głęboko, rozluźniając jego poszczególne elementy. Następnie sprawdź, jakie emocje towarzyszą tym napięciom i jakie myśli za nimi stoją. Obserwuj je, jakbyś patrzył na nie z boku – bez wchodzenia w historie, które niosą, za to z ciekawością i bez oceniania. Przyjrzyj się im, a może dostrzeżesz, jakie informacje chcą ci przekazać?Może złość na dzieci, za to że się kłócą ze sobą, tak naprawdę wskazuje na twoją troskę o jakość ich relacji, na wartość, jaką jest dla ciebie rodzina. Jeśli dojdziesz do takiego wniosku, okaże się, że twój krzyk nie jest dobrym rozwiązaniem – znacznie bardziej przyda się rozmowa i bliskość…A może to, że stale wracasz myślami do pracy, po raz kolejny analizując wykonane przez ciebie zadanie, świadczy o twojej niepewności co do własnych kompetencji na danym stanowisku lub odwrotnie, dużym zaangażowaniu w wykonywaną pracę. Ani w jednym, ani w drugim przypadku setna analiza poprawności wykonania przedwakacyjnego raportu w niczym ci nie pomoże. Jeśli nie lubisz swojej pracy i nie pasuje ona do twoich kompetencji, może czas na zmianę… A jeśli twoja praca jest dokładnie tym, co chcesz robić w życiu zawodowym, to tym bardziej zadbaj o odpowiedni wypoczynek, bo wtedy po powrocie będziesz pracował znacznie wydajniej.Daj sobie czas i przestrzeń, by przyjrzeć się swoim "wakacyjnym zmorom". Może uda ci się z nimi zaprzyjaźnić, zrozumieć co tak naprawdę chcą ci przekazać i cieszyć się urlopem w takim wydaniu, w jakim zaprezentuje się w tym roku. A gdy już wrócisz do codzienności pamiętaj, że to nie obóz przetrwania do kolejnego lata. W zwykły, szary czy nawet bardzo zimny dzień, także możemy cieszyć się bliskością z innymi, z czasu tylko dla siebie, odpoczywać po pracy i odpowiednio zarządzać swoimi emocjami – nie tłumiąc ich lecz przyglądając się im z uważnością. Dbajmy o jakość naszego życia przez cały rok – korzyści będzie wiele, a jedną z nich, całkiem niespodziewanie, może się okazać wyjątkowo udany przyszłoroczny urlop.Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://inspeerio.pl/wakacyjne-schody-czyli-urlop-czas-relaksu-czas-stresu.html

Uważność i tajemnica zwyczajnego dnia

Uważność i tajemnica zwyczajnego dnia

„To był dzień, jak każdy inny. Rano zadzwonił budzik.– No tak, kolejny dzień pracy – pomyślała Agata, nie bez żalu opuszczając łózko. – Ciekawe, jaki humor będzie miał dzisiaj szef? Ostatnio chodzi podenerwowany. Pewnie źle zainwestował na giełdzie i teraz wyżywa się na pracownikach. A właśnie, też powinnam, pomyśleć o finansach i jakiś oszczędnościach. Nim się spostrzegę, przyjdą kolejne wakacje. Dobrze byłoby gdzieś wyjechać… W tym roku pogoda w kraju była dobra, ale kto wie, jaka będzie podczas kolejnego lata? Może lepiej pomyśleć nad wyjazdem zagranicznym..?Nim się zorientowała, siedziała już w samochodzie i wyjeżdżała z garażu.– Czemu nie pamiętam, jak się myłam i ubierałam? Widzę, że jestem wyszykowana, więc chyba musiałam to zrobić… A co ze śniadaniem? Hmm…, nie jestem głodna, więc chyba już coś zjadłam… Dziwna sprawa… Najważniejsze jednak, że już jadę. Włączę radio, to milej upłynie mi droga do pracy – pomyślała, z uśmiechem włączając ulubioną stację. – O, akurat zaczynają się wiadomości, to dobrze, dowiem się, co słychać w świecie. No tak, a co słychać u rodziców? Dawno się do nich nie odzywałam.Powinnam dzisiaj zadzwonić. Kiedyś mieliśmy taki dobry kontakt. Czemu to się zmieniło? Pamiętam, że potrafiliśmy godzinami rozmawiać o różnych mniej lub bardziej istotnych sprawach i było nam tak dobrze razem. W sumie, to może już czas, by pomyśleć o własnej rodzinie? Mija rok za rokiem, a ja tak pędzę… Ale w sumie realizuję się w tym, co robię… Zaraz, zaraz, skąd ja się wzięłam przed biurem?Przecież dopiero wyjeżdżałam z domu? No i miały być wiadomości w radio, a tu właśnie kończy się jakaś piosenka… Kto rozłączył mój umysł i ciało? Czując rosnącą irytację, zatrzasnęła drzwi samochodu i weszła do biura. O mały włos nie wylądowała na podłodze, mokrej po porannym sprzątaniu. W złości powiedziała kilka nieprzyjemnych słów pani sprzątającej biuro i rozdrażniona weszła do swojego gabinetu. Wiedziała już, że to będzie kolejny kiepski dzień…”To niestety nie był fragment kryminału. Wprowadzając drobne korekty, mógłby to być opis dotyczący większości z nas. Czemu tak się dzieje, że pędzimy, że działamy na autopilocie, że emocje przejmują nad nami władzę? Teoretycznie wiemy, jak chcielibyśmy funkcjonować, znamy wiele przydatnych teorii, przeczytaliśmy mnóstwo mądrych książek, braliśmy udział w niejednym rozwojowym szkoleniu. Mimo to, w pośpiechu i stresie, wciąż lądujemy w tym samym miejscu, co kiedyś: zagubieni, podenerwowani, z chaosem w głowie, kompletnie nieobecni w tym, co dzieje się tu i teraz. Jakby ktoś inny nami sterował! A przecież chodzi o nasze życie i to my powinniśmy sprawować nad nim kontrolę. Tylko jak to zrobić, skoro to, czego do tej pory próbowaliśmy nie daje właściwych rezultatów? Odpowiedź jest wyjątkowa w swej prostocie. Tym, co może nam pomóc powrócić do świadomości i zrozumienia własnych myśli, emocji, reakcji oraz tego, co dzieje się wokół nas, jest uważność – oryginalnie nosząca nazwę mindfulness. Cóż tak niesamowitego jest w uważności, że działa w obszarach, z którymi, być może, zmagamy się od lat? Nic i równocześnie bardzo wiele. Nic niesamowitego, ponieważ uważność jest zwyczajnym byciem w teraźniejszości. Zamiast po raz kolejny analizować przeszłe wydarzenia lub błądzić w marzeniach na temat tego, co planujemy zrobić w przyszłości, po porostu doświadczamy w pełni tego, co dzieje się z nami i wokół nas w danej chwili. Równocześnie jest to jednak bardzo wiele, gdyż takie spojrzenie daje nam możliwość wglądu we własne myśli i emocje, pomaga nam więc wychwycić schematy, według których reagujemy i nasze sposoby działania. Otwiera to naszą kreatywność, w poszukiwaniu innych, może znacznie lepszych, rozwiązań. Dotyczy to zarówno sytuacji trudnych w sensie emocjonalnym, jak stres związany z pracą, z ograniczoną ilością czasu, ze skomplikowaną relacją, jak i tzw. „sytuacji bez wyjścia”, gdy czujemy się w potrzasku i nie widzimy opcji wydostania się z niego. Nasze spojrzenie w takich sytuacjach zawęża się i nie potrafimy uchwycić szerszej perspektywy, która mogłaby nam pomóc. Gdy zatrzymamy się na chwilę, przyjrzymy sobie i temu, co rzeczywiście dzieje się w danym momencie, może się okazać, że nie wszystko jest takie, jak do tej pory myśleliśmy. Że na sytuację i drugiego człowieka można spojrzeć w zupełnie nowy i świeży sposób. Że mamy wybór i to my przejmujemy stery, decydując, jaki będzie nasz kolejny ruch. Uważność, w łagodny sposób, oddaje nam władzę nad własnym życiem. Im częściej zatrzymujemy się, choć na kilka minut, zauważając, co dzieje się z naszym ciałem, oddechem, umysłem, co odczuwają nasze zmysły, tym świadomiej decydujemy o swoim życiu. To tak niewiele, a równocześnie tak dużo.Spróbuj, choćby teraz, na chwilę zostawić wszelkie „sprawy do załatwienia”. Usiądź wygodnie, przymknij oczy i przyjrzyj się sygnałom, jakie wysyła do ciebie ciało: zauważ jego pozycję, ciężar, miejsca którymi styka się z podłożem. Może są miejsca, które domagają się twojej uwagi. Poobserwuj je z ciekawością i akceptacją. Nawet jeśli dane odczucie nie jest dla ciebie przyjemne, przyjrzyj mu się bliżej. Kiedy już poczujesz się w bliskim kontakcie z własnym ciałem, obejmij uwagą swój oddech. Niczego w nim nie zmieniaj, tylko obserwuj takim, jaki jest. Każdy pojedynczy wdech i wydech. Nie musisz robić niczego wyjątkowego, po prostu oddychaj. Kiedy tylko zauważysz, że twój umysł powędrował gdzieś w pogoni za myślami, ponownie wróć do obserwacji oddechu. Utrzymuj świadomość oddechu przez kilka chwil.Wystarczy, że zaczniesz od 2-3 minut, wydłużając ten czas z dnia na dzień. Ćwiczenie to wydaje się proste i niepozorne. Ma jednak dużą siłę, gdyż pomaga nam pozostać w kontakcie z teraźniejszością. Niestety, takie zatrzymanie się, okazuje się często nie lada wyzwaniem dla współczesnego człowieka, dla którego naturalniejszym jest bycie w biegu. Warto jednak znaleźć w swoim życiu przestrzeń na oddech i na powrót do chwili obecnej. Co otrzymamy w zamian? Przede wszystkim świadomość przeżywanych chwil i wpływ na jakość naszego życia.Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://inspeerio.pl/uwaznosc-i-tajemnica-zwyczajnego-dnia.html

Od muzyki piękniejsza jest tylko... cisza

Od muzyki piękniejsza jest tylko... cisza

To właśnie cisza była motywem przewodnim mojego pobytu w klasztorze buddyjskim. Spędziłam w nim kolejnych kilka dni w ramach wyjątkowej podróży po Tajlandii. Cisza… Bijąca od mnichów, delikatnie dźwięcząca w budynkach klasztornych i w bujnej przyrodzie otaczającej je ze wszystkich stron. A po pewnym czasie, także głęboko w Tobie… Ta cisza jest piękna i spokojna, a z drugiej strony trochę niebezpieczna. Kiedy przez dłuższy czas w niej pobędziesz, zaczynają dochodzić do głosu tematy pozamiatane w najdalsze zakątki Twojego umysłu. Rzeczy, którym, dość wygodnie, nie masz czasu przyjrzeć się w biegu codziennego dnia. Cisza z premedytacją wyciąga je na wierzch. Co z nimi zrobisz? Zależy tylko od Ciebie. Możesz na przykład zgrabnie przykryć je odpowiednio dobranym zestawem pozytywnych myśli. Czy to pomoże? Na krótką chwilę zapewne tak, ale zdecydowanie będzie to bardzo krótka chwila. Rozwijając samoświadomość wchodzimy na wyższy poziom poznania siebie, zrozumienia, ale także zaglądamy głębiej w to, co ukrywaliśmy nawet przed samym sobą. Zapytasz: po co? Czy nie mam w życiu wystarczająco dużo zmartwień, by jeszcze zajmować się tym, co tak trudne? Będąc w klasztorze, zadawałam sobie to pytanie wiele razy. Na początku kilka razy sprytnie przed nim uciekałam. Chowanie głowy w piasek okazało się jednak słabym rozwiązaniem. Rozwój i zmiana, by były prawdziwe i trwałe, wymagają konfrontacji z tym, czego do tej pory unikaliśmy. I tak, krok po kroku, przyglądałam się i odkrywałam kolejne warstwy mojej wewnętrznej cebuli: rozczarowanie, smutek, zawód, niepokój, irytację, zmęczenie… A do tego całą plejadę myśli, które za nimi stały – związane ze mną, z moim otoczeniem, przeszłością i planami na przyszłość. W tych momentach nie byłam co prawda uważna na doznania zmysłowe, byłam za to cała ze swoim, reagującym na kolejne emocje, ciałem i wnętrzem, które także czekało, bym je dostrzegła. Spytasz być może, czy to było łatwe. Odpowiedź brzmi: NIE. Jeśli jednak spytasz mnie, czy było warto, tym razem usłyszysz zdecydowane: TAK. Ciekawe, że automatycznie uciekamy przed trudnymi emocjami i niewygodnymi myślami w obawie przed tym, że nas pochłoną. Tymczasem one bardzo często chcą po prostu w nas wybrzmieć. Wystarczy je zauważyć, z szacunkiem i współczuciem dającym nam przyzwolenie, by czuć się w danej chwili tak, jak podpowiadają nam nasze emocje. Wbrew pozorom nie służą one temu, by nas pognębić, lecz temu, by zwrócić nam uwagę na coś bardzo istotnego w naszym życiu, relacjach, dążeniach, na coś, o czym być może zapomnieliśmy na dłuższy moment. Jednak cisza i głęboki kontakt ze sobą nie był jedyną nauką, jaką ofiarował klasztor. Dostałam w prezencie także dużą dawkę pokory. W klasztorze każdego dnia rano, jeszcze przed wschodem słońca, mnisi wyruszają w pieszą wędrówkę po wiosce. Ponieważ braliśmy czynny udział w życiu klasztornym, wyruszaliśmy w tę wędrówkę wraz z nimi. Nie był to jednak zwyczajny spacer. Szliśmy w ciszy od chaty do chaty, zbierając dary od mieszkańców wioski: gotowany ryż, owoce, warzywa, zupy w woreczkach foliowych, butelki z wodą. Jednym słowem, każdy z mieszkańców dzielił się tym, czym mógł. I tak każdego dnia rano, 365 dni w roku… Mnisi, a także mieszkający u nich sporadycznie świeccy medytujący, jak my, żywią się w ciągu dnia tylko tym, co otrzymają w darze. Doświadczenie nieporównywalne z żadnym innym! Niesamowite jest to, że każdego dnia te same osoby czekają na progu swoich domów z kolejnymi darami dla wędrujących mnichów, a oni, dzień w dzień, przyjmują je z nieustającą wdzięcznością. Po ponad godzinnej trasie, dźwigając jedzenie ofiarowane przez mieszkańców wioski przy świetle wschodzącego słońca, wracaliśmy do klasztoru. Z przyniesionych darów przygotowywane było śniadanie, które w pierwszej kolejności konsumują mnisi, później mniszki, których jest zdecydowanie mniej, następnie przebywający w klasztorze świeccy medytujący i na końcu obsługa klasztorna. Wszystko odbywa się w ciszy – wyłączając wstępną modlitwę mnichów odprawianą nad jedzeniem. A później medytacja i uważny spacer. I obowiązkowo zamiatanie liści wokół świątyni i skromnych domków, zamieszkiwanych przez mnichów. Jest to idealna forma praktyki medytacyjnej, gdyż tutejsze drzewa stale gubią liście, puszczając nowe pędy, więc to samo miejsce można zamiatać kilka razy w ciągu dnia. Nachodzi mnie kolejna refleksja: czy ja mogłabym tak żyć? Chyba nie. Pobudka o 3:30 na medytację, wędrówka po wiosce i zbieranie darów, śniadanie, medytacja, zamiatanie liści, obiad, uważny spacer, zamiatanie liści, medytacja, sen… Nie chodzi wcale o poranne wstawanie i o to, że dwa posiłki dziennie, to dość mało dla przeciętnego człowieka, lecz o rutynę i powtarzalność zajęć każdego pojedynczego dnia, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. Z drugiej strony, myślę, że w takich warunkach znacznie łatwiej o wyciszenie i pełną uważność. Zapewne tylko wtedy można się wspiąć na wyżyny wewnętrznego kontaktu ze sobą i światem… Ponieważ jednak lubię wyzwania i swoje zwyczajne, czasem zbyt szybkie życie, będę dalej, właśnie z nim, łączyć moją osobistą praktykę uważności. Karkołomne? Zdecydowanie! Wartościowe? Bez dwóch zdań! Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://ewawojciechowska.pl/miejsca-i-smaki/od-muzyki-piekniejsza-jest-tylko-cisza/

Kraina Uważności

Kraina Uważności

Wreszcie, nareszcie. Najpierw w moje a potem w chłopaków ręce wpadło coś wyjątkowego. Coś zasługującego na post. I coś co mogę polecić bez drgnięcia sumienia. Namówię Was na wydanie dwudziestu a może osiemdziesięciu złotych. Z przyjemnością.Wydawnictwo poznańskie. Seria 'Kraina Uważności'. Tak, tak! Oczywiście, z synem chętnie zerkniemy, podzielimy się opinią [wydawnictwa dość często nas o to proszą]. Intrygujące założenia: 'Jest to seria książeczek o potędze UWAŻNOŚCI dostępnej każdemu, niezależnie od wieku. To lektura dla najmłodszych, jednak mogą z niej czerpać również starsi czytelnicy. Każda z książeczek dotyka obszarów istotnych dla dzieci, daje możliwość nowego spojrzenia na siebie oraz otaczający świat, jednocześnie oferując bardzo przydatne narzędzia, które uruchamiają się już podczas czytania. Kraina Uważności to praktyczne umiejętności podane dzieciom w zabawny i przyjazny sposób.'Intrygujące ale trochę blablabla… prawda? Uderzenie książką dla dzieci w te obszary, czyli trochę psychologii, trochę bajkoterapii, trochę forsowania pewnych założeń ze świata dorosłych – jest zawsze ryzykowne. I bardzo rzadko się broni. Takie książki nie trafiają do domów, rodzice ich nie kupują. Najczęściej tego typu pozycje trafiają do biurek nauczycieli i terapeutów, którzy korzystają z opowiadań w trakcie zajęć.Tu mamy 100% książki – bajki dla dzieci. Jest treść, jest kwadratowy [naj!] format, jest twarda okładka, są ilustracje. A książek jest pięć. I dwa słowa o grafice. Nie podoba mi się. Na pewno Czytelnicy KiKa juz dobrze znają moje rejony estetyki. Kraina Uwążności do nich nie wchodzi. ALE. To jest wielkie, wielkie ALE. Bolo i Tata Bola ubóstwiają te ilustracje! Długo zachodziłam w głowę dlaczego… oprócz oczywistego, że różnimy się gustem mimo wszystko, to dotarło do mnie, że treść, bardzo silna [o niej za chwilę] nie pasuje do mglistych, sennych, delikatnych obrazów, jakie ja uwielbiam. Silna treść wymaga mocnych wrażeń wzrokowych. I cytując Bola: 'Mamo! Jak trochę nie rozumiem co czytasz to obrazek mi podpowiada' – no właśnie.Bolo czasem nie rozumie co czytam, gdy czytam którąś z pozycji Krainy Uważności. Oczywiście, ma 3,5 roku a książki mówią o głębokich, ważnych i czasem bardzo dojrzałych uczuciach, emocjach, problemach. Nie rozumie i pyta. Nie rozumie więc leżymy pod futerkowym kocem w środku dnia i rozmawiamy. Co to jest złość. Co to jest piękno. Czym jest rozczarowanie. Dlaczego czasami nie wiemy dlaczego zachowujemy się w dany sposób. Czy inne jest złe? Czy magia musi być magiczna? Czy, oprócz znaczenia dla zdrowia, ważne jest co jemy? I dlaczego?Mamo! Czy jak jesteś zła też widzisz ciemne chmury nad głową?Składam pokłon Autorce, której udało się opracować teksty docierające do 3 latka i zapewne i 7 latka w sposób.Mamo! Czy umiesz je odgonić?Brawo za książki, po które można sięgnąć tylko dlatego, że są ciekawe. Ale brawo za książki, po które można tez sięgnąć gdy są nam potrzebne.Mamo! Nie da się od nich uciec tak? Trzeba poczekać aż się rozpłyną?Brawo za książki, które powinny być w każdym domu, w którym się rozmawia o emocjach. I w takim, w którym się nie rozmawia. Powinny być w przedszkolach, świetlicach i szkołach. Nauczyciele powinni z nich korzystać przygotowując zajęcia z emocji. Bo takie zajęcia są tak samo ważne jak te z matematyki. W sumie to uważam, że są dużo ważniejsze…Mamo! A ty też rolujesz poziomkę zanim ją rozgryziesz?Żałuję Synku ale nie. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej mam na to chęć!Czy jak kupimy poziomki to porolujemy je w buzi razem?Z przyjemnością!Wiesz co Mamuś! To ja znajdę odwagę, żeby rozgryźć też swoją!To książki idealne do domowej biblioteczki. Zmuszające do rozmowy. Nie byle jakiej. Być może do jednej z tych rozmów 'na życie'… Ale nade wszystko są to konkretne narzędzia, rozwiązania, dane dzieciom i nam, dorosłym też. Bo ja sama czuję się bogatsza, spokojniejsza odkąd dowiedziałam się co konkretnie robić z tymi ciemnymi chmurami nad głową. No i koniecznie muszę porolować poziomkę w buzi. A potem jagodę. I malinę… Koniecznie, zanim rozgryzę…Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://www.klocekikredka.com/kraina-uwaznosci/

Trochę inaczej o bieganiu, czyli uważność w ruchu

Trochę inaczej o bieganiu, czyli uważność w ruchu

Uważność nie jest dla Ciebie, bo nie wyobrażasz sobie, żeby siedzieć nieruchomo przez pół godziny i obserwować swój oddech? Być może jesteś osobą kochającą ruch i to właśnie on sprawia Ci największą radość? To naprawdę wspaniale. W końcu ruch, to zdrowie – szczególnie dla naszego ciała. Możemy jednak połączyć przyjemne z przyjemnym, a na dodatek pożytecznym również dla naszego umysłu. Mam na myśli uważność w ruchu. Może to być każda forma ruchu fizycznego, lecz najlepiej pisać o tym, na czym znamy się najlepiej, więc dziś będzie o uważnym bieganiu. Od dawna praktykuję tę formę ruchu połączonego z medytacją i polecam ją wszystkim, także Tobie.Nie musisz pędzić ani pobijać rekordów. Wybierz tempo, które najbardziej Ci odpowiada. Może być to nawet niespieszny trucht. Po prostu biegnij przed siebie. Bez konkretnego celu, który musiałbyś osiągnąć. Poczuj swój oddech i towarzyszący mu miarowy ruch klatki piersiowej. Powietrze, które wpływa przez nos lub usta do Twoich płuc i wypływa ponownie na zewnątrz. Zauważ rytm w jakim bije Twoje serce i to jak zmienia się on wraz z pokonywanym dystansem. Zwróć uwagę na ruch swojego ciała. Jak układa się podczas biegu Twoja sylwetka, jak poruszają się kończyny. Poczuj kontakt stóp z podłożem: prawej stopy i lewej stopy. Zwróć uwagę na wrażenie towarzyszące odrywaniu się stopy od ziemi. Poczuj wiatr na skórze, promienie słońca lub krople deszczu – w zależności od panującej na zewnątrz aury. Jeśli w Twojej głowie wciąż wirują kolejne myśli, zauważ je i puść swobodnie. To nie czas na głębokie analizy. To czas dla Ciebie. Wróć więc do obserwacji swojego oddechu i ciała. A gdy pojawi się silne zmęczenie, gdy poczujesz, że już nie przebiegniesz dalej nawet metra, to zauważ, że to jest tylko kolejna myśl w Twojej głowie. Podziękuj jej, że przyszła i odłóż ją na bok, a sam sprawdź, co tak naprawdę się z Tobą dzieje. Czy rzeczywiście nie dasz rady już biec dalej? A może wystarczy trochę zwolnić i wyrównać oddech, ponownie zwrócić uwagę na doznania fizyczne i sygnały odbierane przez zmysły? Może okaże się, że był to kryzys, który często towarzyszy biegaczom w trakcie treningu. Kiedy mija, biegacz dostaje nową dawkę energii i bez większego problemu biegnie dalej. Warto nie rezygnować w momencie pojawienia się kryzysu, bo to fantastyczne uczucie, gdy pozytywny zastrzyk siły dostaje się do naszych mięśni. Można biec dalej, nadal będąc uważnym na siebie i na to co wokół. A być może, to rzeczywiście był nasz limit możliwości i dalej nie damy już rady biec. Wtedy także posłuchajmy naszego organizmu przechodząc do marszu lub spaceru.Taka forma uważnego ruchu pomaga nam budować nową relację ze swoim ciałem, umysłem i ze światem zewnętrznym. Spróbuj, a zobaczysz, że po treningu będziesz wracał do codziennych zajęć nie tylko z przyjemnie zmęczonym ciałem, ale też z wypoczętym umysłem. A z czasem może także przekonasz się do tego, by spróbować usiąść choćby na 10 minut i poobserwować oddech także w bezruchu. To równie wartościowe wyzwanie – warte mistrza.Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://inspeerio.pl/troche-inaczej-o-bieganiu-czyli-uwaznosc-w-ruchu.html

Smutek – przyjaciel czy wróg? Czyli słów kilka o uważności na emocje.

Smutek – przyjaciel czy wróg? Czyli słów kilka o uważności na emocje.

Smutek… Przez większość mojego życia unikałam do jak ognia. Bałam się, że gdy pozwolę mu się pojawić, pochłonie mnie całą. I tak nauczyłam się przykrywać go śmiechem. Przecież uśmiechać się jest znacznie lepiej niż płakać… Radość jest dobra. Smutek jest zły. Taka była moja filozofia życia. Potrzebowałam wielu lat, by zrozumieć, że nie ma złych i dobrych emocji, że wszystkie są nam potrzebne i próbują powiedzieć nam o czymś ważnym. Nawet ten mój smutek, który przez tak długi czas zagłuszałam – on tez jest mi potrzebny. Kiedy teraz przychodzi, pozwalam mu być, a on zostaje tylko tak długo jak potrzeba i odchodzi. A ja zostaję. Trochę spokojniejsza, trochę mądrzejsza, z trochę innym spojrzeniem na świat.Dzisiaj smuciłam się przez cały dzień. Nie walczyłam z tym, nie zaśmiewałam, nie uciekałam. Po prostu byłam cała ze swoim smutkiem i z ciszą… Cisza okazała się dziś moim najlepszym przyjacielem. Otuliłam się nią i ciepłą kołdrą. Pozwoliłam sobie na łzy i niewygodne myśli, które skrupulatnie do tej pory zamiatałam w zakamarki głowy. Dziś pozwoliłam im wybiec na sam środek i obserwowałam je uważnie. Nie było to łatwe ani wygodne. Były to przecież tematy, którym tak długo nie chciałam się przyglądać. Prawda jest jednak taka, że gdy zamykamy oczy świat nie znika i tak samo trudne sprawy spychane na bok, przykrywane z wierzchu innymi tematami, nie znikają. Wcześniej czy później trzeba stanąć z nimi twarzą w twarz. Tylko co zrobić, gdy już do tego dojdzie? Jeśli te niewygodne emocje i myśli potraktujemy jak wroga, to zaczniemy z nimi walczyć. Nasz umysł przemieni się w ring bokserski, na którym nie brakuje bólu i krwi. W tym układzie trudno mówić o ewentualnym zwycięzcy, bo na pewno wyjdziemy z tego starcia okaleczeni. Jest jednak inny sposób, w jaki możemy podejść do naszych trudnych i często bolesnych historii w głowie. Pozwolić im wybrzmieć. Przyjrzeć się im, wysłuchać, może mają coś ważnego do przekazania? Może są obszary, które domagają się zaopiekowania? Może nie dbamy wystarczająco o swoje granice? Może jesteśmy w jakiejś relacji zbyt ulegli lub zbyt agresywni? Może nie realizujemy w życiu tego, co dla nas ważne? Może ktoś w naszym otoczeniu narusza nasze wartości? Może potrzebujemy zatroszczyć się o siebie?Nasze emocje niosą wiele informacji. Mój dzisiejszy smutek miał tak wiele do przekazania, że mogłabym napisać o tym powieść. Jednak nie zrobię tego. Mój smutek przyszedł z informacją do mnie, a do Ciebie z pewnością zapuka któregoś dnia Twój osobisty smutek. Pamiętaj, żeby go przygarnąć i uważnie wysłuchać. Być może okaże się Twoim serdecznym przyjacielem.Artykuł oryginalnie ukazał się na stronie: http://inspeerio.pl/smutek-przyjaciel-czy-wrog-czyli-slow-kilka-o-uwaznosci-na-emocje.html